niedziela, 12 kwietnia 2015

Chapter 8 ~ Kocham ją

* Jeśli przeczytałeś/aś ten rozdział zostaw po sobie mały ślad w postaci komentarza.
Będę wam bardzo wdzięczna !

Będę cię kochać jakbym nigdy nie usłyszała "do widzenia".
Jakbym nigdy nie słyszała kłamstwa.Jakbym znalazła 
miłość po raz pierwszy.
____________________________
Rozdział z dedykacją dla Julson ♥

Federico
Jadę po tą wariatkę,choćby nie wiem co ale zamierzam się z nią spotkać. Mam już dość zwykłych nie porozumień między nami. Może to dziwnie zabrzmi,ale będę się starał odbudować naszą relację.
Chcę ją kochać i dawać jej swoją miłość każdego dnia. Czuć się jej potrzebny a przede wszystkim być przy niej. K o c h a m  j ą i jestem tego pewny. Może macie mnie za istnego dupka,lecz nie znacie całej prawdy. Ja nie pocałowałem tej dziewczyny. Jest środek czerwca dobrze,że w samolotach jest klimatyzacja. Inaczej nie wiem jakbym wytrzymał tą podróż. Na szczęście również w Mediolanie mam rodzinę,jeśli Lu nie będzie chciała mnie widzieć to się zatrzymam u wujków na jakiś czas,jednak mam cichą nadzieję,że uda mi się z nią od razu porozmawiać. Adres jej rodziców nie trudno było zdobyć są sławni w całym Mediolanie,może dlatego,że pani Ferro jest najlepszą projektantką ubrań. Kobietą mody.
~
- Co ty tu robisz ? - Pyta zszokowana blondynka otwierając drzwi. Nie jest zadowolona z tego,że przyjechałem. Ja tylko jestem tutaj aby walczyć o swoje uczucia. Mówią,że na miłość nigdy nie jest za późno i w to wierzę.
- Przyjechałem po pewną śliczną dziewczynę,a wiem,że tu pomieszkuję.- Mówię uśmiechnięty,aby zniszczyć tą napiętą sytuację,posyłam jej uśmiech,którego nie odwzajemnia. Z resztą czego się spodziewałem ? Może tego,że przymnie mnie z otwartymi ramionami.
- Skąd i od kogo wiesz,że tu jestem ? - Pyta zła i patrzy na mnie tak,że jeśli by mogła chętnie udusiła by mnie tu na miejscu. To mi się w niej podoba. Jej energiczny charakter. 
- To jest teraz nie ważne. Ważna jesteś ty i to co chcę ci powiedzieć.- Oznajmiam dość pewnie.
- Nie chcę z Tobą rozmawiać. Idż stąd. Moja rodzina obchodzi ważne święto a ty jesteś tu nie mile widziany.- Krzyczy mi prosto w twarz. Nie powiem z lekka mnie to zabolało.
- Może niedługo będę należeć do tego grona.- Poruszam zabawnie brwiami co ją  jeszcze  bardziej irytuję. Zołza. Uwielbiam to.
- We śnie możesz zawsze,a w rzeczywistości możesz pomarzyć.- Wytka do mnie język.
- I nie tylko o tym.- Mówię mając na myśli moje sny erotyczne z jej udziałem. Może kiedyś wam o nich opowiem. Musicie mi uwierzyć na słowo,że są tak cudowne,że aż realne.
- Idż,bo zacznę krzyczeć.- Nakazuje i próbuje mnie popchnąć w tył.
- Lu słońce kto przyszedł ? - Słyszę ciepły,kobiecy głos,który dobiega z środku domu. To pewnie tej wariatki mama. Aż mam ochotę poznać moją przyszłą teściową. Pewnie jest tak śliczna jak jej córka.
- Nikt ważny.- Krzyczy wymijająco Lu. Czuję się urażony,jak mogę być nikim ważnym. Po chwili w drzwiach zjawia się również kobieta. Jest wysoką,o długich włosach blondynką. Nie jest prawdziwą włoszką,bo to widać.
- Jak to nikt ? Miło mi cię poznać. Jestem Maria Ferro.- Podaje mi rękę,którą z wielką przyjemnością ściskam. Piękna z niej kobieta,chociaż ma tyle lat to nadal wygląda pięknie.
- Miło mi panią poznać. Federico Pasquarelli,chłopak Ludmiły.
- Chłopak ? - Pytają obie. Są zdziwione. Tylko Lu zaciska pięści.
- Tak. Kochanie nie mów,że nic nie powiedziałaś swojej mamie ? - Zwracam się do dziewczyny i łapię ją w tali. Lecz ona szybko zrzuca moją rękę. 
- Mamo nie wierz jemu. On nie jest moim chłopakiem.- Warczy. Posyłając mi zabójcze spojrzenie.
- To jak wytłumaczysz to co tu robi ? - Pyta ciekawa. Oczekując odpowiedzi od swojej córki.
- Ymmmm.- Zastanawia się. Pewnie nie wie co ma powiedzieć. Na jej miejscu sam nie wiedziałbym co mam zrobić.
- No właśnie.- Szepnęła pod nosem pani Ferro.
- Mam coś dla pani.- Mówię i z kieszeni mojej marynarki wyjmuję czerwone pudełko,w którym jest złota bransoletka. - Wszystkiego Najlepszego.- Wręczam jej czerwone pudełeczko. Widzę,że w jej oczach pojawia się błysk,podoba się jej. To dobrze.
- Oj nie musiałeś.- Macha ręką.-Co za przystojniak z ciebie.Zapraszam was do stołu.- Odchodzi do nas założę się,że do gości,którzy są w jadalni.
- Co ty wyprawiasz ? - Pyta gdy jej mama znika za filarem. Spokojnie. Wiem co robię. Niech się tak Lu nie martwi,bo zmarszczki jej wyskoczą.
- Chcę porozmawiać.- Odpowiadam jej. Ta tylko wzdycha cicho.
- Nie mamy o czym.Leć do New Yorku do swojej dziwki.- Mówi to z taką nienawiścią. Teraz mam pewność,że widziała mnie i Paulę. Muszę jej to wyjaśnić.
- Przestań.- Stwierdzam krótko.
- Po tym dniu znikasz z mojego życia.- Grozi mi i kieruję się w stronę chichotów ludzkich,bez wahania podążam za nią. To będzie ciężka rozmowa. Sumuję.

Diego
Kolejna nudawa i bardzo męcząca niedziela w moim życiu. Rodzice jak zwykle zaprosili mnie i Violettę na obiad. Próbowaliśmy się od tego wymigać,ale na próżno. Ubłagali nas i jak to my nie mogliśmy im odmówić. Moja siostra ma jednak dzisiaj fajnie,wczoraj przyjechała do niej chrzestna i zabrała ją na dzień atrakcji. Mała cieszyła się nie bywale,szczęściara z niej. Myślałem nad tym jak zakończyć fikcyjny związek z przyjaciółką,ale na żaden sensowny pomysł nie wpadłem. Może dlatego,że boję się podjąć aż tak zawzięte kroki. Boję się konsekwencji,które na pewno są.
- Ciocia ? - Pytam zszokowany. Co ona tu robi ? Ostatnio nie pamiętam kiedy u nas była. Za pewne było to bardzo dawno temu.
- No witaj kochany.- Podchodzi do mnie jak zwykle uśmiechnięta i muska mój polik. Jest moją najukochańszą ciocią.Po chwili podchodzi do nas moja mama.
- Katarina. Prześlicznie wyglądasz.- Komentuję ciotka i obcałowuję ją po policzkach. Ach ta ciocia ! Zawsze była taka całuśna.
- A ciocia to zawsze taka wesoła.- Powiedział Leon uśmiechając się delikatnie w stronę cioci.
- Leon. Jak ty wyrosłeś.- Zachwyca się. Przywykłem,że jej ulubieńcem był mój brat. Chociaż nigdy nie pozwoliła mi tego odczuć. Jednak ja wiedziałem swoje.
- Jak dawno cioci u nas nie było.- Wydusił z siebie szatyn. Stęskniony. Raczej zdezorientowany.
- Katarina postanowiła urządzić rodzinne spotkanie i pomyślałam,że nie może mnie na nim zabraknąć.- Odzywa się. To wszystko dzięki mamie. 
- No tak. Cała mama.- Mówię z przekonaniem. Ciotka tylko posyła mi uśmiech.
- Rodzinne spotkanie ? - Zabiera głosu nie dowierzająca Viola,w to co słyszy. Zaraz zacznie się przesłuchanie na temat kim jest moja dziewczyna. 
- Tak. Kim jest ta piękna dziewczyna ? - Pyta. No jakbym przewidział zachowanie starszej siostry mamy.
- To jest Violetta.- Odpowiada dumna mama. Czyżby aż tak była zachwycona moją Violettą.
- Moja przyszła synowa.- Dodaje z wielkim uśmiechem. Już wiem jakie palny mają co do nas rodzice,tylko nie wiem jak zareagują gdy powiem im wszystko o relacjach moich z Vilu. Moje obawy powiększają się z dnia na dzień. A to jest cholernie trudne.
- Miło mi.- Ciotka Laura podaje dłoń Vilu.- Mi również. - Moja dziewczyna ściska dłoń cioci.
- Laura moja wspaniała matka chrzestna.- Mówi z zachwytem ojciec gdy pojawia się koło nas w salonie. Jak zwykle nienagannie ubrany.
- Jorge. Witaj. Zawsze jestem wzruszona gdy cię widzę.- Śmieję się. Tata jak przystało na prawdziwego mężczyznę całuje ją w dłoń.
- To na pewno będzie wspaniała niedziela.- Odpowiada ojciec. Oby taka była.- Mówię sobie w myślach.
- To ja pójdę po deser.- Oznajmia Vilu i po chwili znika w drzwiach prowadzących do kuchni.
- Kto to jest ta Violetta ? - Pyta ciekawa jak zwykle ciotka. Ciekawość to jej cecha. Mówią,że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Możliwe,że tam wyląduję.
- Fantastyczna dziewczyna.- Odpowiada jej Leon i uśmiecha się pod nosem.
- A rodziców jej znacie ? - Oj cioteczko. Dalej drążysz ten temat. Przecież Vilu to normalna dziewczyna. Więc jakie ma obawy co do niej ?
- No jeszcze nie było okazji ich poznać.- Mówi wymijająco mama. Widać,że chciała przyznać rację ciotce. Lecz za bardzo się wstydziła tego,że nie poznała jeszcze państwa Castillo. Wcale się jej nie dziwię.
- To bardzo dziwne.- Komentuję ciotka. I w tym momencie przychodzi Vilu z tacą,na której ma deser.
- Proszę o to budyń.- Podaje wszystkim z wielkim uśmiechem. Lubię ją za to. Jest optymistką i zawsze nią była. W końcu blondynka siada na swoje miejsce.
- Rysuję pani ? - Pyta ciocia Laura widząc szkic,który Castillo narysowała na serwetce.
- Tak troszeczkę.- Mówi nie śmiało. Oj skromność to jej pierwsza cecha.
- Mogę zobaczyć ? - Vilu nic jej nie odpowiada tylko podaję jej serwetkę.- Śliczny rysunek. Bardzo ładnie pani rysuję.Słuchajcie mam ochotę na herbatę.- Mówi w pośpiechu. Porywcza. Jak nigdy.
- To ja przyniosę.- Vilu razem z Leonem mówią równocześnie i oboje wstali do stołu stając obok siebie.
- Czekajcie.- Mówi Ciocia Laura i wyciąga ze swojej torby aparat. Pewnie chcę im zrobić zdjęcie.
- Och jaka ładna para. Obejmij ją przecież ją kochasz.- Dodaje ucieszona ciocia. W tej chwili zachciało mi się bardzo śmiać,a rodzicom zbladła mina pewnie nie było im do śmiechu.
- Ale Violetta jest dziewczyną Diego.- Mówi wściekle ojciec. ta tylko przyjmuję postawę zakłopotania.
- Tak ? O przepraszam,ale tak nie wyglądało.- Odpowiada lekko przestraszona. Co ona w nich widziała ? Pewnie przywidziało się jej coś. Między moim bratem a Vilu nie ma żadnego uczucia i jetem o tym na sto procent przekonany.
- To ja pójdę po herbatę.- Mówi speszony Leon i po chwili znika w drzwiach kuchni.
- Diego,chodź do gabinetu musimy porozmawiać.-  Warczy wściekle ojciec. Co znowu zrobiłem nie tak ? Zaraz się tego dowiem. Lecz nie sądzę,że ta rozmowa będzie należała do miłych.
- Sami ? - Pytam dość poważnie.
- Sami. To ważne.- Odpowiada.
Jeny jaki jest on zły. Na pewno ciotka Laura musiała go leciutko wkurzyć,jak to ona. Ojciec wydaję się być trochę poddenerwowany. Przepraszam wszystkich i odchodzę od stołu. 

Ludmiła
- Federico przejdziemy się ? - Pytam się chłopaka. 
- Tak. Z wielką przyjemnością.- Uśmiecha się w moją stronę i odchodzi od stołu.
- Dzieci tylko wróćcie na kolację.- Uprzedza nas moja mama. Oj mamo ja wrócę nie wiem czy z nim.
- Wrócimy proszę pani.- Odpowiada za mnie Fede. No chyba ty nie wrócisz.- Mówię sobie w myślach.
- Bez obaw chcę pokazać jemu miasto i to tyle.- Mówię z wielkim przekonaniem by nam uwierzyli.
- Życzymy wam miłego zwiedzania.- Odpowiada nam cała zebrana rodzina na urodzinach mamy.
- Dziękujemy.- Odpowiadamy na równi. Muszę jak najlepiej udawać. Chwytam jego dłoń i splatam z moją. Widzę po minie Federico,że jest zaskoczony moim gestem. I tak miało być. Mama i reszta mojej rodziny patrzy w nas jak w obrazek,przy obiedzie powiedzieli nam,że bardzo do siebie pasujemy. Może mają rację.
~
- Wiesz po co tu przyjechałem ? - Pyta Fede, za pewne chcę przerwać tą nieznośną ciszę pomiędzy nami. Spacerujemy już od pół godziny a nawet nie zamieniłam z nim jednego słowa.
- Nie. Zastanawia mnie to cały czas odkąd tu jesteś.- Odpowiadam mu. On tylko wzdycha. Chcę coś mi powiedzieć,ale nie wie jak. Za dobrze go znam.
- Nie jesteś zła,że wtedy powiedziałem,że jestem twoim chłopakiem ? - Patrzy się na mnie i zaciska usta w jedną linię czekając na moją odpowiedź.
- Przeszło mi i nie potrafię się na ciebie gniewać. To powiesz mi po co tu jesteś ?
- Chcę wyjaśnić ci to wydarzenie,które widziałaś przed moim domem.- Oznajmia beznamiętnie. Czyżby zależało mu na mnie ? Nie wiem co mam o tym myśleć. Przyjechał tu tylko po to.
- Nie musisz mi nic wyjaśniać. Rozumiem,że kochasz tamtą dziewczynę.- Mówię szeptem nie patrząc na niego. Jest mi troszkę przykro,ale muszę się pogodzić z faktem,że mnie nie kocha.
- To nie tak....- Zaczyna mówić lecz ja mu szybko przerywam.
- A jak ?
- To nie ja ją pocałowałem. To ona zaczęła mnie przepraszać,robić dziwne minki i na koniec powiedziała,że widzi dla nas cień szansy no i wtedy pocałowała mnie. Wierzysz mi ? - Mówi na jednym wydechu i marszczy w śmieszny sposób brwi. Mam ochotę śmiać,jednak tego nie robię.
- No nie wiem.- Mruknęłam pod nosem.
- To ciebie właśnie kocham.- Oznajmia szczęśliwy,patrzę na niego nie dowierzając w to co właśnie przed chwilą powiedział. On mnie kocha ? Czyżby marzenia się spełniały ?
- Co powiedziałeś ? - Pytam nie dowierzając. Taki przystojniak jak on mnie kocha ? To nie możliwe.
- Kocham cię Ludmiło. Jesteś dla mnie wszystkim. Uwielbiam twój uśmiech,chichot,twoje oczy są tak bardzo śliczne a twoje czerwone usta zachęcają do całowania cię przez wieczność.- Wyznaje.
- Jak to mnie kochasz ? Przecież przez pewien czas naszej przyjaźni zbywałeś mnie ?
- Zachowałem się wtedy nie rozsądnie. Myślałem,że takim sposobem odsunę się od ciebie i zapomnę o tym,że moje serce cię kocha. Nie chciałem aby nasza przyjaźń została zniszczona.- Mówi kojącym głosem. Nigdy nie pomyślałabym,że jest we mnie zakochany. Zawsze odbierałam sprzeczne sygnały a tu taka wielka niespodzianka.
- To bardzo piękne co powiedziałeś. Ja też ciebie kocham.- Oznajmiam mu szeptem jakbym bała się tego co właśnie teraz mówię.
- Miło mi to słyszeć moja wariatko.- Mówi i wbija się dość brutalnie w moje usta,miażdżąc mi język. Pieścił bardzo delikatnie moje podniebienie. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.- Już nie płacz.- Kciukiem próbuje zetrzeć moją łzę,która spływała samotnie po moim policzku.
- To łzy szczęścia mojego szczęścia.- Mówię nadal pociągając nosem. Ten tylko obdarza mnie chichotem.
- Zostaniesz moją dziewczyną ? - Pyta z wielkim uśmiechem i klęka na prawe kolano,trzymając moją dłoń w swoich rękach.
- Oczywiście.- Mówię z wielką przyjemnością. To najlepszy dzień w moim życiu. Jestem dziewczyną Federico Pasquarelli największego przystojniaka zaraz po Leonie. Brunet podchodzi do mnie,a ja wtulam się w jego tors. Jest mi tak przyjemnie a to dopiero początek naszej miłości.

Violetta
- Diego dlaczego jesteś taki poddenerwowany ? - Pytam chłopaka gdy wychodzi cały zdenerwowany z gabinetu ojca. Ta rozmowa musiała nie należeć do przyjemnych. Jestem ciekawa o co im poszło.
- Wszystko wyjaśnię ci w domu. Idziemy.- Mówi krótko. Zakłada swoje buty i łapie mnie za rękę.
- Gdzie się wybieracie ? Zachowuj się jak przystało.- Mówi pan Verdas gdy pojawia się obok nas.
- Ja nie wchodzę do waszego życia z butami.- Krzyczy. Mężczyzna tylko kiwa głową z dezaprobatą na reakcję jego młodszego syna.
- Diego co tak krzyczysz chcesz aby ciocia wszystko słyszała.- Nagle pojawia się Leon. Również zażenowany zachowaniem Diego. Nie wiem co w niego wstąpiło ? Lecz wiem,że ta wina leży po obu stronach.
- Nie jedynie co teraz chcę,abyście dali mi święty spokój.- Mruknął. Ciężki charakter ma mój przyjaciel. Ale nie chcę się wtrącać do ich rozmowy,to by bardziej pogorszyło sprawę.
- Nie mam już na ciebie sił.- Odzywa się ojciec i odchodzi od nas.
- Co w ciebie wstąpiło ? - Pyta zaskoczony szatyn.
- Myślałem,że jesteśmy braćmi.- Szepcze w stronę Leona,który jest oszołomiony jego słowami.
- Bo nadal tak jest.- Odpowiada z wielką pewnością. O co tutaj chodzi ? Nic z tego nie rozumiem.
- Chyba już nie. Mieliśmy być w jednej załodze a ty stawiasz ojca przeciwko mnie. Nie myślałem,że możesz się do tego posunąć.- Wypowiada te słowa Diego z wielkim rozczarowaniem. Co takiego zrobił Leon ? Nadal nie wiem,ale czuję,że niedługo się tego dowiem.
- A jak miałem zareagować widząc cię z inną kobietą niż Violetta. Miałem patrzeć jak jesteś wobec niej nie szczery. Zachowujesz się również podle.- Odkrzykuje mu Leon. A więc o to poszło. Szatyn widział swojego brata z Francescą. Dobrze,że jej nie rozpoznał,bo byłby większy problem. Tylko dlaczego tak bardzo martwi go co ze mną ? Niech przestanie wciskać nosa w nie swoje sprawy.
- Nie wtrącaj się.- W końcu postanawiam się odezwać. Czyżby właśnie starszy Verdas spojrzał na mnie z rozczarowaniem ? Nie,niech nie odwraca kota ogonem. To jego wina.
- Violetta,ja chcę dla was jak najlepiej.- Odpowiada patrząc mi prosto w oczy. Jednak ja szybko odwracam wzrok. Nie chcę go słuchać.
- A robisz wszystko na odwrót.- Warczę. Razem z Diego wychodzimy od państwa Verdas z gracją.
- Nie chciałem aby tak to wyszło.- Słyszę zrozpaczony głos Leona. Wiem,że chciał nam pomóc ale tylko sprawił nam wielki problem. Zastanawiam się tylko dlaczego powiedział to swojemu ojcu. Był zły ? Wiem,że zachował się również dziecinne. Myślałam,że brat bruneta jest w porządku,a jednak się myliłam jest egoistą. Czuję do niego nie chęć.

*_*

Hejka kochani przychodzę do was z rozdziałem wyjątkowo w niedzielę.
Dlatego iż nie miałem zbyt wiele czasu w tym tygodniu aby napisać rozdział.
Myślę,że wybaczycie mi to.

Kolejną sprawą jest wiadomość do anonimów ! Bardzo miło czytało się wasze 
komentarze,jednak proszę o nie spamowanie pod rozdziałami. Bo będę musiała
z tym coś zrobić,a tego nie chcę bo wiem,że wiele osób czyta bez konta.

Zaskoczeni tym,że mamy Fedemiłę ? Pewnie niektórzy z was powiedzą,że to za szybko.
Lecz chcę was uprzedzić,że Federico i Lu znają się od dzieciństwa,a na dodatek oboje
 ukrywali swoje uczucia do siebie. Czy wreście ta dwójka ma szansę na miłość ?
Poczekamy i zobaczymy :P

Jeśli ktoś myślał,że między Violą a Leonem wszystko będzie kolorowe to się pomylił.
Mały zgrzyt pomiędzy nimi ;/ Kogo w końcu jest ta wina ? Nikt nie wie.

Dziękuję wam za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem.
Do następnego !








piątek, 3 kwietnia 2015

Chapter 7 ~ Mediolan

* Założę się,że zaczniesz mnie kochać.Jak tylko ja pokocham kogoś innego.
Kogoś lepszego niż ty.

__________________________________
Rozdział z dedykacją dla Olcia Oleńka ♥!

Leon
- Cześć.- Mówię radośnie widząc pracującą Castillo. Nie wiem czemu zagadałem,ale czułem wewnętrzną potrzebę. Musiałem zamienić z nią,chociaż słowo. Nie wiem co się ze mną dzieje.
- No cześć.- Odpowiada,lecz nie patrzy na mnie. Jest zajęta rysowaniem.
- Przeszkadzam ? - Pytam i unoszę brew. Oby powiedziała nie. Verdas co z tobą ?- Co robisz ?
- Projektuję nową dekorację i nie przeszkadzasz.- Spogląda na mnie i uśmiecha się.
- Słuchaj wpadnij do mnie na chwilę.Chcę z tobą porozmawiać.
- Możemy iść.- Oznajmia beznamiętnie i wstaję z krzesła.
- To dobrze.- Mówię i razem zmierzamy do mojego gabinetu.Gdy docieram do niego zaczynam pierwszy.
- Muszę ci pogratulować zrobionego image nowego działu promocji. Idealnie wszystko dopracowałaś.
Wyszło cudownie. Chcę abyś zaczęła pracę nad większymi projektami w klinice. Co ty na to ?
- Leon nie przesadzaj,to nic takiego a ponadto pomagał mi Diego,więc to nasza zasługa.
- Nie przesadzam. Diego mówił,że dokończył projekt a całość zaprojektowałaś ty. To wiele znaczy.
- Naprawdę nie musisz mi dziękować. To moja praca.- Mówi i przegląda kartki swojego projektu.
- Nie bądź taka.- Odzywam się do niej. Tylko co ja robię. Chcę na siłę kogoś zmusić chyba do rozmowy. Widać,że ma dość mojej nachalności. Sam mam siebie dość.
- Jaka niby ? - Pyta niewzruszona i zaciska usta w jedną linię.
- Taka zimna w stosunku do mnie.- Chwytam ją za rękę i gładzę opuszkami moich palców. Wzdryga się. Od mojego dotyku,wychodzi jej gęsia skóra,czy coś to znaczy ? Jest zawstydzona tą całą sytuacją.
- Nie jestem. Mam ciężki dzień. To tyle.- Mówi wymijająco i uwalnia się od mojej dłoni.
- Przepraszam,że o tym pomyślałem.Myślisz,że kobieta może zmienić uczucie mężczyzny ?
- Słucham ?Nie przejmuj się,wszystko jest okey.- Próbuje mi coś wmówić,lecz wiem,że coś ukrywa.
- Nie to nic ważnego.Rzęsa.- Oznajmiam,gdy zauważam ją na jej policzku.
- Co ? - Pyta zdziwiona.
- Rzęsa,klepnij ją w policzek i pomyśl życzenie.- Śmieję się,a ona bezskutecznie próbuję ją klepnąć.
- Niestety.- Mówię z drwiącym uśmiechem.- Poczekaj muszę ją usunąć.- teraz ona zaczyna się głośno śmiać a ja razem z nią. Co my wyprawiamy ?
- I życzenie się nie spełni.- Mówi smutnym głosem,zbliżam się bardzo blisko niej i zatapiam się w jej tęczówkach. Jakie ma śliczne oczy. Dwie małe iskierki. Gdy mam się zbliżyć jeszcze bardziej bliżej niej,drzwi się otwierają i wchodzi nie zadowolony ojciec z tego co przed chwilą zastał. W szybkim momencie odskakujemy od siebie. Viola bez słowa wychodzi speszona. Jestem na siebie taki zły. Akurat tata musiał widzieć tą całą scenkę.
- Nie zapominaj,że Violetta jest dziewczyną twojego brata.- Mówi chłodno i z taką wściekłością.
- Nie zapominam.Dobrze by było gdyby on też pamiętał.- Unoszę swój głos. Niosą mnie nerwy.
- O czym mówisz ? - Pyta dość zaciekawiany.
- Widziałem jak wczoraj pod szpitalem był z inną kobietą,szli pod rękę.
- Z kim był ? - Pyta wstrząśnięty tym co usłyszał ojciec. Nie wiem kim ona była. Lecz na sto procent wiem,że nie była to Violetta. Ta dziewczyna była brunetką.
- Tego nie wiem. Musisz porozmawiać ze swoim synem.- Mówię ciekły i wychodzę. czemu ja mam być ten stale idealny ? Nie chcę tego. Co ja poradzę na to,że mam mętlik w głowie. Nie jestem idealny,bo nikt nie jest i każdy popełnia błędy.

Ludmiła
Podjęłam już decyzję. Wyjeżdżam. Chcę się odciąć od rzeczywistości,na tyle ile mogę. Mediolan. Jak na razie to włoskie miasto jest moim celem. Spotkanie z rodzicami,po tak długich nie odwiedzinach. Może się okazać bardzo dobrą rzeczą. Wiele razy mój tata,dzwonił do mnie mnie pytając kiedy przyjadę. To jest dobra okazja. Mianowice moja mama w tę niedzielę obchodzi swoje urodziny. Zrobię im wielką niespodziankę. Na pewno wszyscy się ucieszą. Muszą ugościć swoją jedynaczkę jak najlepiej potrafią. To żegnaj Nowy Yorku a witajcie Włochy. Kieruję się do odprawy. I już po półgodzinie siedzę w samolocie. Czeka mnie bardzo długa podróż. Aż 9 godzin lotu i będę w rodzinnym mieście.
~*~
- Ludmiła ? Moje słońce.Co ty tutaj robisz ? - Pyta roześmiana od ucha do ucha kobieca głowa rodziny Ferro. Moja matka zawsze była pełna życia. Chciałam się od niej tego nauczyć lecz nie mogłam. Za dużo się nacierpiałam.
- Przyjechałam was odwiedzić.- Mówię i wtulam się w ciało rodzicielki.
- To wspaniale. Zawsze marzyłam o takiej niespodziance na urodziny.- Świetne dołeczki uśmiechają się do mnie. Moja mama. Takiej bliskości potrzebowałam. Rodzina,to co w życiu jest najważniejsze.
- Nie zapomniałam o nich.- Wpatruję się w jej wyraz twarzy,który się nie zmienia. Skąd ona bierze tyle radości,przy jej wieku ? Może wie,że nie warto się przejmować. W końcu kończy te 48 lat.
- Wiem.Dobrze,że przyjechałaś.- Gładzi mnie po ramieniu.
- Wspaniale.Jest tata ? - Pytam. Najbardziej chyba stęskniłam się za moim ojczulkiem. Gdy byłam mała byłam jego oczkiem w głowie do kiedy nie wyjechałam z Mediolanu,lubił mnie kontrolować. Teraz się zmienił. Jest bardziej wyrozumiały i przestał być opiekuńczy.
- Załatwia sprawy biznesowe na mieście.- Mówi zwięzłe i krótko. Jak to ona.- Opowiadaj co u ciebie ?
- Po staremu.- Mówię wymijająco. Nie chcę rozmawiać o sprawach sercowych z nią. Będę tylko słyszała a nie mówiłam. Nie chcę przez to przechodzić.
- Nie masz tam nikogo w Nowym Yorku ? - Stara się dociekać. Och mamo musisz być taka ?
- Mamo ! Nie chcę rozmawiać na takie tematy.- Unoszę głos. Jestem cała zdenerwowana.
- Czyli jest ktoś ? - Pyta. Czy ona nie może przestać ? K o b i e t a.
- Przestań.Nie mam nikogo.- Ponoszę mnie nerwy i wymachuję w przedziwny sposób rękoma.
- To co cię tam trzyma ? Wiesz dobrze,że również świetną pracę dostałbyś tutaj.
- Tam mam kochanych przyjaciół.- Mówię,a na mojej twarzy wreście wychodzi uśmiech.
- Nie jest to wymówką.- Zaprzecza mi.
- Dobrze to wiem. Gdzie mam zanieść walizki ?
- Do twojego pokoju.Nic nie zmienialiśmy od ostatniej twojej wizyty.
- Dziękuję.Pójdę się położyć bo jestem zmęczona.
- To leć skarbie.- Mówi a po chwili znika w drzwiach prowadzących do jej krainy. K u c h n i.

Otwieram mojego macbook'a i loguję się na swoją pocztę.Nowa wiadomość,od Vilu.Jestem ciekawa co takiego pisze. Klima bezmyślnie.

Do : Ludmiła Ferro
Od : Violetta Castillo
Temat : Gdzie jesteś wariatko ? :P
~ Cześć Lu bardzo się o ciebie martwię. Chciałam spędzić z tobą dzisiejszą sobotę,a nie ma cię. Gdzie jesteś ?

Do : Violetta Castillo
Od : Ludmiła Ferro
Temat : Jestem cała.
~ Violu,wszystko jest ze mną w porządku. Postanowiłam odpocząć od wszystkich problemów. Jestem w Mediolanie u rodziców. Możesz być spokojna. Przesyłam ci całusy.

Do : Ludmiła Ferro
Od : Violetta Castillo
Temat : Czuję ulgę :)
~ Nie wiesz jak się cieszę. Baw się i odpoczywaj to dobrze ci zrobi. Nie wnikam w twoje problemy. Pogadamy jak wrócisz.Trzymaj się.

Zamykam laptopa i po chwili zasypiam. Z głęboki myślami o moim życiu.

Camila
- Wiesz chciałbym aby ta kolacja była nie zapomniana dla Leona.- Mówię dość przesłodzonym głosem. Niech wie,że szatyn jeszcze należy do mnie. Niedługo stanę z nim na ślubnym kobiercu.
- Tak wiem.Przecież ten kolejny wielki sukces trzeba oblać.- Odpowiada. Aż jest mi nie dobrze,gdy muszę jej słuchać. Naiwna. Jak wszystkie dziewczyny,które próbowały się podstawiać do Leona. Już ich nie ma i na pewno szybko nie wrócą. Dla niej mam specjalną niespodziankę.
- Dobrze,myślisz.W końcu w nim należy przyszłość naszej kliniki.- Przytakuję jej. Chcę wydać się w miarę szczera. Muszę zdobyć jej zaufanie,a reszta przyjdzie z czasem.
- Myślę,że to świetny pomysł.- Uśmiecha się w moją stronę. Uśmiechał się póki jeszcze możesz -podpowiada mi moja podświadomość. Nie chcę jej w życiu państwa Verdas. I ona to zrozumie.
- No to świetnie.I właśnie dla ciebie jest to zadanie.- Oznajmiłam i upiłam łyka latte.
- Ja ? Na pewno się nie pomyliłaś ? - Czego ona tu nie rozumie ? Wybrałam ją,bo jest do tego bardzo potrzebna. Pomogę jej wylecieć. Prędzej czy później mi się to uda. Mój plan idzie w dobrym kierunku. Raz na zawsze zrobię z nią porządek.
- Wiem co robię.- Oznajmiam i śmieję się krótko. Taka niewinna. Za mało wie o życiu.
- Tylko nie wiem czy dam radę.- Mówi nie przekonana. Oj słońce ty miałabyś nie dać rady ? To jakaś kpina.- Powtarzam sobie w myślach.
- No oczywiście,że dasz radę.Kochanie,wszystko o tobie wiem.- Odpowiadam dumnie. Motywacja to moje ja.
- Skąd ? Raczej nie wiesz o mnie nic.- Mówi z sarkazmem. Ty Violcia nie pozwalaj sobie. Ja tutaj ustalam zasady. Co za dziewczyna. Ugh mam już jej dość.
- Nie bądź taka złośliwa.Jak chcesz to mogę ci pomóc ? - Pytam z złośliwym uśmiechem,którego ona nie zauważa.
- Mogłabyś ? - Pyta pełna nadziei. Podoba mi się tutaj moja rola. Jestem wielka.
- Pewnie.czego nie robi się dla Leona.- Powiedziałam rozmarzona,a ona spuściła głowę. Czyżby zabolało ? Och jak mi przykro. On jest mój.
- No może chociażby uda mi się mu odwdzięczyć.- Mówi z uśmiechem. Odwdzięczyć ? Co on dla niej zrobił ?
- Mogę wiedzieć o czym mówisz ? - Staram się ukryć moją złość i wściekłość. Jeśli bym mogła rozszarpałabym ją.
- Wczoraj przyjechał do firmy,bo skręciłam kostkę i bardzo mi pomógł.- To Verdas tam popędził. Zapłacą mi oboje za to. Tak śpieszno mu do młodej,już ja mu wybiję ten pomysł z głowy.
- Tak ? Nie wiedziałam.Co z niego za bohater.
- Jest wspaniały.- Oznajmia. Zapomnij już nie będziesz miała tak kolorowo. Zrobię wszystko byś cierpiała. W s z y s t k o.
Violetta
Zbieram wszystkie dokumenty z mojego biurka,aby dokończyć moją papierkową robotę w domu razem z Diego. Uwierzcie,nawet sobotę mam zawalaną pracą. Cóż tak bywa. W końcu pracuję w sławnej w całym Nowym Yorku klinice piękna. Musimy dbać o image firmy. Inaczej nikt by do nas nie przyszedł,na żaden zabieg. Po dzisiejszym spotkaniu z Camilą mam lekkie obawy co do niej. W pewnych momentach naszego spotkania wydawała się nie szczera. A może ma taki wyraz twarzy ? Nie wiem co mam o niej myśleć. Po głowie chodzi mi jeszcze jedno imię. L e o n. Ten facet dzisiaj pomieszał mi bardzo w głowie. Co miał na myśli mówiąc,że kobieta może zmienić uczucia mężczyzny ? Czy te słowa kierował odnośnie do mnie ? Nie wiem. Dzisiaj niczego nie jestem pewna.Gaszę lampkę,która jest na biurku i kieruję się do wyjścia z kliniki. Nagle drzwi do mojego biura otwierają się. Jestem przestraszona. Czyżby to włamywacz ? Co powinnam zrobić ?
A może to nikt zły ? W tym momencie miałam 100 myśli na minutę. Nigdy nie byłam tak przerażona jak teraz. Nogi mam jak z waty. Boję się. Robię krok w tył i po omacku szukam guzika od lampki.
Kiedy go znajduję oświetlam gościa. Przymruża oczy. Sylwetkę ma mężczyzny. Po paru próbach zgadnięci kim jest odkrywam,że to Federico Pasquarelli we własnej osobie. Co za miła niespodzianka.
- Czyś ty do reszty zgłupiał ? - Krzyczę na niego. To tylko on. Ale narobił mi wielkiego strachu.
- Przepraszam. Ja nie chciałem cię nastraszyć.- Mówi ze skruchą. Cały on.
- Przez ciebie o mało bym zemdlała. Musisz skradać się jak złodziej ? - Pytam z pretensją. Nie umie normalnie wejść jak człowiek ?
- Widziałem,ze tu jesteś. Chcę z tobą porozmawiać.- Wyjaśnia,po czym siada na obracane krzesło.
- O czym ?
- O Ludmile. Nie wiesz co z nią jest ? - Pyta i marszczy czoło,czekając na odpowiedź i co ja mam mu powiedzieć. Lu chyba mnie nie zabije.
- Wiem,ale nie jestem pewna czy mogę ci powiedzieć.- Burczę. Nie jestem pewna czy dobrze będzie gdy wyjawię mu miejsce gdzie znajduję się blondynka.
- Błagam cię mów co z nią.Jest cała ? - Marti się to widzę,również zależy mu na niej. Więc czemu by im nie pomóc ? Kochają się to widać. Lecz potrzebują dać sobie szanse.
- Żyję. Po co jej szukasz ? - Muszę się upewnić,że nie ma na myśli zrobienia czegoś złego.
- Chcę naprawić swój błąd. Wczoraj popełniłem go.- Mruknął spuszczając głowę na dół.
- Miała z tobą porozmawiać.- Oznajmiam a na jego twarzy wkrada się delikatny uśmiech. Cieszy go to.
- Debil ze mnie. Gdzie jest ona ?
- Obiecaj mi,że nie zrobisz nic głupiego.- Federico tylko przytakuje moim słowom.
- Obiecuję. Mów.- Oznajmia mi to z takim przekonaniem,że nie mam już żadnych obaw co do niego.
- Jest w Mediolanie u rodziców.- Mówię cicho i widzę,że jest tym zaskoczony.
- Muszę do niej jechać.- Mówi poważnie.- Jesteś kochana.- Całuję mój polik.
- Federico co chcesz robić ? - Krzyczę gdy tylko chłopak opuszcza w pośpiechu mój gabinet. Kręcę głową dezaprobatą. Co chce zrobić ?
- Dziękuję ci bardzo.- Odkrzykuję mi,lecz nie to co chciałam usłyszeć. Oby nie wymyślił czegoś bezmyślnego. Chociaż znam go krótko to wiem jaki jest gdy targają nim emocje.


*_*

Jak widzicie nadal nudy w opowiadaniu.Ale nie długo akcja rozkręci się o 180 stopni.
I nie będzie aż tak kolorowo,będzie bardzo dużo zwrotów i upadków.I czy miłość
przetrwa próbę ? Tylko kogo miłość,tego dowiecie się w najbliższych rozdziałach :)
Camila zaczyna działać,a jej zemsta dopiero nabiera kolorów ;P
Nie powiem nic więcej ;>

A na dniach pojawi się zakładka z bohaterami :))


* Ciara I Bet

Chciałabym was bardzo serdecznie zaprosić na bloga Olci Oleńki,która założyła nowego bloga.
Jeśli będziecie mieli chęci,to wpadnijcie.Link do bloga

Rozdział 8 = 24 komentarze i więcej :>
Wiem,że stać was na więcej :D

Do następnego,kocham was ♥!


sobota, 28 marca 2015

Chapter 6 ~ Ucieczka

* Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.Twoje słowa jak szept przychodzą.
Tak długo jak jesteś ze mną tej nocy jest dobrze.

_______________________________
Rozdział z dedykacją dla Blair Blanco i Maybe No ?

Leon
Jadę zakorkowaną ulicą Nowego Yorku. Do firmy jest naprawdę dość daleko. A z tego co mówił Diego,bardzo mnie tam potrzebują więc muszę tam być. Po sytuacji sprzed kilku minut trochę ochłonąłem. Lecz może Torres ma rację. Nie widzę świata po za pracą. Ale ja po prostu kocham swoją pracę,lubię patrzeć na szczęśliwe kobiety,które są po operacjach plastycznych. Mijam wszystkie auta i już jestem na przecznicy gdzie znajduję się Bellezza Clinic. Wychodzę z auta i już po chwili znajduję się w obracanych drzwiach firmy. W środku panuję głucha cisza i ciemność. Jedynie delikatne światło bije z biura mojego brata. A tam słyszę głosy,na pewno moich rodziców i Diego. Ale po co miałem się tutaj zjawiać w trybie natychmiastowym. Wchodzę w głąb i widzę na dodatek siedząco Vilu,która najprawdopodobniej nie może wytrzymać z bólu. Co tutaj się do cholery stało ? Czyżby ktoś zrobił jej krzywdę ? Muszę się tego dowiedzieć.
- No co tam ? Dlaczego Violetta tak cierpi ? - Pytam rozwścieczony. Może dlatego,że przerwali mi romantyczne chwili z moją dziewczyną.
- Może trochę ochłoń.- Uprzedza mnie rodzicielka. Ma rację. Jestem nie do wytrzymania.
- Już dawno to zrobiłem.- Burczę. -Po co po mnie dzwoniliście ? - Pytam.
- Vilu skręciła kostkę i boimy się,że to coś poważnego. Możesz na to rzucić okiem.- Pyta mnie brat.
- Tak. Zobaczę co jest nie tak.-
- Tylko bądź delikatny,nie chcemy abyś zrobił jej krzywdę.
- Nikomu jeszcze jej nie wyrządziłem. Więc spokojnie.- Zbliżyłem się do niej i chwyciłem ją za obolałą nogę.Jęknęła cicho. Boli ją to.
- Możesz poruszyć nogą ? - Pytam się.Patrzę w jej czekoladowe oczy i widzę tylko strach.
-W zasadzie to tak. Tylko co chwile mam jakieś dziwne skurcze.- Szepcze,a jej głos brzmi jakby za chwilę miała się na dobre rozpłakać. Szkoda mi jej.
- To da się nam szybko to załatwić. Przepiszę ci tylko maść przeciwbólową i dzięki niej powinna być wszystko w porządku.- Uśmiecham się do niej,próbując ją trochę rozweselić. Może mi się to uda.
- Bardzo ci dziękuję.- Całuję mój polik. Robię się lekko zawstydzony. Jest taka delikatna. Cudowna.
- No to ktoś mi powie co tu się stało ? - Pytam i odwracam się w stronę mojej rodziny.
- Violetta wychodziła z firmy i chciałem ją lekko przestraszyć.- Mówi cicho Diego i spuszcza głowę.
- Następnym razem nie rób takich głupot.- Ostrzegam go. Takie zabawy,nie kończą się za dobrze.
- Tak wiem. To było nie odpowiedzialne.- Mówi Diego i delikatnie spuszcza głowę w dół.Czuję się jak jego ojciec,Choć różnica między nami wynosi tylko dwa lata.To nie tak dużo,ale mój brat zawsze zachowywał się nierealnie.


~ Następny dzień.
Violetta
Jest godzina 9:00,a ja dopiero wchodzę do pracy. Szef dał mi wolne ze względu na moją kostkę. Ale wczoraj zrobiłam sobie okład i wsmarowałam maść od Leona. Ten upadek zapamiętam do końca życia. Na szczęście z moją kostką jest już wszystko w porządku i mogę normalnie chodzić. Idę w kierunku recepcji i zamiast zastać tam Ludmiłę,stoi tam Leon. Jest ubrany w nienaganny garnitur.
A krawat dodaje mu większej przystojności. Nagle zauważa mnie i posyła mi uśmiech,który szybko odwzajemniam.
- Jak noga ? - Pyta zmartwionym głosem. Martwił się. Jak mi ciepło jest na sercu.
- Już z nią lepiej. Przydaje mi się do biegania.- Zaśmiałam się.
- Biegasz ? - Pyta zaskoczony.
- Tak,zawsze rano przed pracą. Lubię sobie pobiegać.- Mówię z rozbawieniem.Dzisiaj zrobiłam sobie urlop od biegu,ale tylko dlatego,że nie chciałam przemęczyć mojej nogi.
- Też biegam rano. Dziwne,że jeszcze się nie spotkaliśmy.- Biega. Zadziwił mnie tym bardzo,ale się w ogóle temu nie dziwię. Widać,że ćwiczy stąd jego mięsie.
- No tak.- Stwierdziłam. Mamy wspólną pasję. Bieganie. To coś nowego.
- A gdzie biegasz ? - Spojrzałam na niego z delikatnym uśmiechem.
- Po głównym palcu.- Odpowiadam.
- To dlatego się jeszcze nie spotkaliśmy.- Mówi.Patrzymy na siebie,a już po chwili wybuchamy śmiechem. Przy nim nie da się normalnie zachowywać.
- Głównie teraz załatwiam ważne sprawy.- Widzę,że w jego oczach pojawiają się dwa małe iskierki. Czyżby coś podejrzewał. Jeśli tak. To firmie,prezent dla nowego szefa nie wypali. A szkoda.
- Mówisz ważne sprawy ? Czy związane z przyjęciem niespodzianką dla mnie ? - Pyta podejrzliwe.A jednak trafił w sedno sprawy. No cóż. Tak bywa. Jest sprytny,to się szybko o tym dowiedział.
- Skąd ty to wiesz ?
- Wszyscy o tym mówią. Pamiętaj,nie lubię jakiś tłoków. Wolę ten sukces oblać tylko z pracownikami firmy i z nikim innym. A wino uwielbiam czerwone.- Mówi,gestykulując przy tym rękami. Co śmiesznie wygląda.- Będzie takie ?- Pyta i przy tym lubieżnie się uśmiecha,muszę stwierdzić,że bardzo ładny ma uśmiech.
- Każde.- Staram się być w miarę poważna.Śmieje się,to znak,że przyjął to jako żart. Wymijam go bez słowa i wchodzę do gabinetu.
~*~
Wychodzę z kliniki.Już dość się napracowałam.Zdziwiło mnie bardzo dzisiejsze zachowanie Ferro. Nawet nie wpadła do mnie na kawę. Co jest to bardzo dziwną rzeczą. Może się na mnie obraziła ?
Tylko pytanie jest,za co ? Nagle widzę ją jak siedzi na murku w parku. Nie wygląda najlepiej. Płacze.
Jest smutna,ktoś musiał sprawić jej ogromną przykrość. Dlaczego tak sądzę ? Zdążyłam ją poznać i wiem,że na co dzień jest twardą kobietą. Nie daje się łatwo ponieść łżą. A teraz wygląda okropnie.
- Cześć Lu.Co się dzieje ? - Pytam smutna.
- Nie nic.- Cała Lu. Chcę uniknąć tematu. Jesteśmy przyjaciółkami od nie dawna,ale rozumiemy się jak nikt inny. Powinna się przede mną otworzyć.
- Laska,czemu płaczesz ? - Ponawiam moje pytanie.
- Faceci są beznadziejni.- Mówi z łamiącym głosem. Jak mi jej szkoda. Cierpi,widzę to.
- Mówisz tak bo ? - Dociekam. Chcę jej pomóc. To tyle.
- Bo mnie rani.Nie widzi,jak przez niego jestem cała czerwona.- Odpowiada mi,cała drżąca.
- To wszystko wina Federico.- Sumuję i siadam obok niej.Blondynka wtula się we mnie.
- Gdyby się tak wcześniej nie zachowywał umówiłam bym się z nim.- Mówi przez łzy,które lecą jej strumieniami i delikatnie spadały jej na bluzkę.
- Co ? - Pytam zaskoczona. Nie wierzę w to,co słyszę.
- To co słyszysz.- Jej rozpacz sięga wysokiego progu. Jest w fatalnym stanie.
- Jak to umówiła ?
- Zaprosił mnie na randkę.- Udaje jej się to powiedzieć. Chociaż w gardle ma gulę.
- I nie mów mi tylko,że nie przyjęłaś propozycji.- Zaczęłam dość poważnie.
- Właśnie się zdziwisz bo mu odmówiłam.
- Ale jak to ? Przecież nie dawno mówiłaś mi,że go kochasz ?
- Lecz wszystko się zmieniło.Przez niego.- Mówi wściekle. Nie chciałam bym być w skórze Federico.
- A może się zmienił.Uważam,że powinnaś dać mu szansę.- Gładzę jej ramię by dodać jej trochę otuchy. Niech walczy o niego. Może jej to pomoże.
- Tak myślisz ? - Roś miewa się. To dobry znak.
- Tak i tylko dla ciebie to zrobił.
- Spróbuję z nim porozmawiać.Kochana z ciebie przyjaciółka.- Mówi uradowana. I na jej twarzy wreście mogę dostrzec cień uśmiechu. Jest wspaniała.
- Miło mi to słyszeć.- Posyłam jej uśmiech.
Francesca
Choroba. Jeden z podstawowych pojęć medycznych. Dlaczego te głupie przeziębienie musiało dopaść mnie ? Nienawidzę,być chora. To zawsze wszystko komplikuję. Póki mam jeszcze w miarę dobrą pamięć,to na prawdę nie pamiętam,kiedy ostatnio byłam chora. Mój układ odpornościowy miałam najlepszy,ale choroba i tak mnie złamała. Nic na to nie poradzę. Wczoraj wieczorem był u mnie lekarz,po którego oczywiście zadzwonił Diego. Mój kochany mężczyzna. Tak się o mnie martwi. Doktor przepisał mi antybiotyk i w najbliższych dnia mam cały czas leżeć w łóżku. Co jest dla mnie wielkim kłopotem. Bo miałam zarabiać na przyszły rok studiów. Ale zostały mi jeszcze 2,5 miesiąca do kolejnego roku studenckiego. Ostatni rok. I w końcu będę mogła pracować na mojej wymarzonej uczelni,o której marzyłam od wieków. Będę pracować jako wykładowca nowojorskiej wyższej uczelni muzycznej i artystycznej. Tak dobrze słyszeliście. Mam już załatwioną posadę. Nie każdemu zdarza się otrzymać tak wielką szansę. Juilliard School to moja przyszłość. Jestem tym tak podekscytowana,że aż nie mogę o tym mówić. Tylko warunkiem są dobre oceny,ale z tym nie mam problemu.Tak moje rozmyślania,przerwał Diego,który wszedł radosny do mojej sypialni z tacką,na której miał zupę. Podejrzewam,że to na pewno rosół. 
- No jak tam czujesz się kochanie ? - Pyta chłopak,tace kładzie na stolik,który znajduje się obok łóżka. Swoją dłonią dotyka mojego czoła. Jakie to przyjemne uczucie.
- Nie za dobrze. Ale bywało gorzej.- Mówię cichutko,a on skrada mi całusa. Chichoczę uroczo.
- Moje bidulka.- Diego obejmuje mnie ramieniem,a moja głowa ląduje na jego idealnym torsie.
- Jesteś kochany.- Całuję mnie w czoło.
- Tak dla ciebie zrobiłem rosół. Powiadają,że on pomaga.
- Dziękuję.- Gładzę go po ramieniu.
- Nie gadaj,tylko wcinaj. Póki jest jeszcze ciepła.- Pogania mnie.Ideał.Ale tylko mój.
- Jak ty mnie rozpieszczasz.- Mówię szczęśliwa.On tylko się śmieje.
- Pamiętasz,że bardziej rozpieszczam cię w łóżku.- Mówi łobuzersko,pocierając mój nos o jego.
- Nie możemy,jestem chora.- Poprawiam kołdrę,okrywając się nią jeszcze bardziej.
- Przecież wiem słoneczko.
- Chciałam aby już było tak na zawsze.- Na mojej twarzy wkradł się promienny uśmiech.Marzenia.To coś wspaniałego.
- Czyli jak ? - Pyta całkiem nieświadomy.
- Ty i Ja,razem mieszkający,w przyszłości szczęśliwa rodzina z kilkoma pociechami.- Nadal uśmiech nie znika mi z twarzy.
- Nie za daleko wybiegasz w przyszłość ? - Śmieję się.Czuję się urażona.
- Śmiejesz się ze mnie.- Mówię wściekła,widzę,że jest zakłopotany.No jestem ciekawa jak z tego wybrniesz Verdas.
- Nie ja tylko próbuję cię zrozumieć skąd taka szybka decyzja u ciebie.- Odpowiada,delikatnie muskając mój polik.
- Po prostu. Lubię tak sobie od czasu pomyśleć. Nie chciałbyś mieć ze mną dzieci ? - Zapytałam go.
- Kochanie,każdy facet o tym marzy.- Powiedział półszeptem i odgarnął mi mój kosmyk włosów za ucho.Uśmiechnął się do mnie.
- To w czym jest problem ? - Dalej drążę ten temat.Nie chcę aby miał jakieś sekrety przede mną. Szczerość,to sobie obiecaliśmy.
- Moi rodzice.- Westchnęłam.naszemu szczęściu mają przeszkodzić jego rodzice ? Może ma rację.Ale trzeba z tym skończyć.
- Wiecznie młoda nie będę. Może czas byś już powiedział im prawdę.- Mówię zgryźliwie.
- Wiesz jak oni na to zareagują ?
- Pomyślałeś,do czego możesz to doprowadzić ? - Pytam z wyrzutem.
- No tak,ale...- Widzę,że chce coś powiedzieć,lecz ja jestem szybsza i mu przerywam.
- Nie ma żadnego ale. Postaw się też na miejscu Violetty. Nie może znaleźć sobie miłości,bo jest przypięta do ciebie.
- Skarbie. Obiecuję ci,ze po staram się to wszystko szybko odwołać.- Mówi,a moje kąciki ust unoszą się ku górze.Myślę,że mówi prawdę.
- Mam nadzieję.- Odpowiadam mu tym samym.
- Kocham cię.- Mówi po chwili.
- Ja ciebie też kocham.- Wtulam się w jego tors,zaciągając się jego perfumami.Miłość to wspaniałe uczucie,prawie nie do opisania.
Ludmiła
A może Violetta ma rację,powinnam dać szansę Federicowi i zobaczyć czy przetrwa próbę.
Chcę go najpierw sprawdzić,czy istnieje dla niego choć cień szansy na randkę ze mną. Jeśli tak to zobaczymy czy tych spotkań może być więcej ? Czy zasługuje na mnie ? Chcę się przekonać. Od wielu lat marzyłam aby choć na chwilę ze mną pobył sam na sam. A wczoraj sama dałam mu kosza. Czy można powiedzieć,że jestem nie zdecydowana ? Chyba tak. Przecież jestem  kobietą  zmienną. Zmieniam zdanie nawet w ciągu dnia i to kilkakrotnie. Idę do niego,aby z nim na poważnie o tym porozmawiać. Chcę wiedzieć na czym stoję. A może to była kolejna jego zagrywka z jego strony ?
Docieram pod jego dom i jestem zszokowana czym co widzę. Przecieram oczy,myśląc,że może mam jakieś złudzenia. Lecz jest to czysta cholerna prawda. Jestem wyprana z emocji. Osoba,która zawładnęła moim sercem i o tym nie wie,całuję się z jakąś tępą dziwką. Szmaciarz jeden.
Nie zmienił się wcale,jest gnojkiem bez uczuć. Zranił mnie. Znów zacznę przez niego bać się kochać.
A było tak dobrze. Dlaczego jeden głupi błąd,potrafi nam tak namieszać w życiu ?   Nienawidzę całego świata. A przede wszystkim jego. Federico Pasquarelli to zwykły dupek i dziwkarz.
O nie zauważa mnie. Co teraz powinnam robić ? Myśl szybko Lu. Ucieczka,tak to jedyne dobre rozwiązanie. Widzę jak biegnie w moją stronę i krzyczy moje imię. Nie zważam na nic,biegnę ile tchu mam w sobie. Nie chcę słuchać tych jego zakłamanych wyjaśnień. Na dziś mam tego dość. W końcu udaję mi się go spławić. Ale przecież będę musiała się z nim kiedyś spotkać. Dobrze,że dzisiaj jest piątek. Odpocznę sama w moim apartamencie lub pojadę do rodziców na weekend do Mediolanu. Chyba mi to dobrze zrobi.


*_*

Na początku chciałabym wam wszystkim podziękować za tak bardzo miłe i motywujące komentarze.Bardzo was kocham.Jesteście najlepszymi czytelnikami.
Rozdział akurat w miarę mi się podoba.A wam ?

Chcę od razu wszystkich poinformować o tym,że jeżeli ktoś nie będzie wracał pod rozdziałem.
To od następnego rozdziału,nie ma zajętego miejsca ;*

Jak widzicie Fede to przeklęty dupek,nie jest aż tak święty jak jego przyjaciel Leon.
A może nasz lekarz też coś ma za uszami ? Lu znienawidziła Federa,ale kto powiedział,że 
będzie łatwo.Wszystko zaczyna się komplikować.A to jest dopiero początek :P
Czy Lu wyjedzie do swoich rodziców ? Również się przekonacie w siódemce <3


* Demi Lovato - Nightingale

Im będzie więcej komentarzy,tym szybciej będzie next !

piątek, 20 marca 2015

Chapter 5 ~ Witamy !

* Moje serce czeka na twoją miłość.Moje ręce czekają na twój dotyk.
Moje usta chcą być całowane przez Ciebie.

___________________________________________
Rozdział z dedykacją dla Kylie i Rox xy :D


~ 3 dni później
Ludmiła
Czwartek.4 dzień tygodnia.A ja już jestem zmęczona pracą na recepcji.Przydałby mi się masaż.Ale nie mam czasu aby w przerwę udać się do Camili.A po pracy nie mam nikogo bliskiego by mógł wykonać mi go.Wiem,że stale to powtarzam,ale taka jest prawda.Nie znajdę sobie chłopaka,tak na zawołanie.Federico od naszego niedzielnego spotkania,słowem się do mnie nie odezwał,nawet nie zadzwonił.Chyba traktuję mnie jako zabawkę.Nie oszalałam.Powinien jako nawet i tylko mój przyjaciel,spytać jak się czuję.Chyba tak wiele nie wymagam.Chcę być po prostu szczęśliwa.To wiele ? Ale dzięki kilku osobom mam jeszcze siłę aby uśmiechać się w tej pracy.Dawkę szczęścia dostałam kiedy usłyszałam,że Violetta ma z nami pracować.Byłam radosna.Może w końcu zdobędę przyjaciółkę ? Jak na razie jesteśmy na dobrej drodze z Castillo.Uwielbiam z nią przebywać.Jest bardzo sympatyczna i miła,chociaż ma swoje wady to i tak na nie nie zważam.Lubi mnie bardzo wysłuchiwać.I za to ją najbardziej lubię.
- Hej Vilu.Idziemy na lunch ? - Całuję jej polik.
- Pewnie.-Śmieję się uroczo i już po chwili we dwie znikamy po za murami firmy.Czując się dobrze we swoim towarzystwie.
~
Siedzimy z Violettą,w ulubionej restauracji chłopaków.Modlę się tylko aby tutaj nie przyszli.W najbliższym czasie,nie chcę widzieć Federico.Ale jednak moja prośba nie zostaje spełniona.Dwójka przyjaciół wchodzi do środka i podchodzą do nas.
- Co tam laseczki ? - Pyta roześmiany od ucha do ucha Federico.Czy ten palant nie może dać nam spokoju.Chociaż raz chciałam na spokojnie porozmawiać z Violą a on musi mi przeszkadzać.
- Mógłbyś sobie darować.- Gromię go wzrokiem.Siada obok mnie a Leon przy Violettcie.
- Spokojnie.Masz czerwone dni ? - Widzę po minach Leona i blondynki,że ledwo wytrzymują  ze śmiechu.Jak on mógł mnie tak ośmieszyć.Ja nigdy bym tego nie zrobiła.Typowy podrywacz.
- Śmieszne.Chcesz dostać tam gdzie będzie cię boleć najbardziej ?- Pytam bardzo wciekła i na maxa czerwona ze wstydu.Nienawidzę gdy ma rację.Mam okres.I jestem nie do wytrzymania.Dobrze,że to jest jego końcówka.
- Aj co ty taka nerwowa ? - Dotyka mojej dłoni.Jaki ma przyjemny kojący dotyk.Czuję się nieziemsko,ale nie mogę mu na to pozwolić.Chcę mu odmówić,że nie jestem aż taka łatwa.Nie jestem taka jak jego wszystkie dziwki,które ma na jedną noc.
- Bo mnie wkurzasz ? - Pytam z sarkazmem.Dwójka moich przyjaciół nie może wytrzymać już ze śmiechu.To wszystko przez Federico,mógł nie zaczynać tego tematu.
- A wybaczysz mi choć na czas trwania lunchu ? - Robi słodkie oczka.Nie chcę żadnych problemów,więc postanawiam się zgodzić na jego prośbę,co mi zależy.
- No okey.-Posyła mi uśmiech,który nie pewnie odwzajemniam.
- Co tam Leon u ciebie słychać ? dawno nie rozmawialiśmy.- Staram się wyczytać coś z jego twarzy.Lecz nic nie mogę zauważyć.
- Jak wiesz,wszystko jest po staremu.- Uśmiecha się,pokazując przy tym swoje śnieżnobiałe zęby.Podziwiam go za wszystko.Jest bardzo odpowiedzialny za swoje czyny.A pracowity za wielu ludzi
- A ja mam dla was dobrą nowinę dziewczęta.- Wtrąca się przygłup.No jestem tego bardzo ciekawa.Czujecie ten sarkazm ? Bo ja tak.
- Tak,a jaką ? - Pyta się Violetta.Pewnie zainteresował ją ten fakt jak i mnie.
- Będziemy razem nie długo pracować.- Mówi.Śmieję się z dezaprobatą.
- Jak dawniej mówiłam milutko.- Odpowiadam naburmuszona i sztucznie się do niego uśmiecham.
- A ty Violetta ? Dobrze pamiętam.- Blondynka,tylko kiwa twierdząco głową.- Co za szczęście.Na jakim dziale pracujesz ? - Pyta dość zaciekawiony.Znowu pewnie coś niedorzecznego uronił sobie w tej jego pustej głowie.Jeszce kilka dni było między nami normalnie,ale teraz wszystko powróciło do rzeczywistości.Jaka ja byłam głupia,dałam się nabrać na niewinne słodkie słówka.
- Na marketingu a co ? - Violetta posyła mu delikatny uśmiech.Widzę,że chce być dla niego miła.
- O to wielka szkoda,że nie będziemy dzielić razem gabinetu.- Metrowa grzywka porusza zabawnie brwiami.Dając jej znać o co mu chodzi.Zbok jeden.Jak on może,wie,że ma chłopaka.To odstawia jakieś teatrzyki przed nią.
- Uspokój się.- Krzyczymy w tym samym czasie z Leonem.Widać,że dwójka przyjaciół jest zaskoczona naszym zachowaniem.
- Co za zazdrośni ? - Śmieję się.My tylko gromimy go wzrokiem.
- Wcale nie.Ale to jest dziewczyna mojego brata,więc mógłbyś już sobie darować.-Unosi się Leon.Wie co mówi,Violetta jest już zajęta i na pewno nie będzie chciała go na jedną noc.Tylko on taki jest.
- Leon ma rację.- Przytakuję mojemu przyjacielowi.Brunet tylko kiwa głową z dezaprobatą.
- Okey.Już nie będę.- Podnosi ręce wysoko w geście ogromnym.Podochodzi do nas kelnerka i składamy u niej zamówienia,pozostaje nam tylko czekać na nasz pyszny obiad.
~*~
- Słuchajcie miło się z wami rozmawia,ale będę już uciekać.- Zaczyna Violetta.Liczyłam,że pójdziemy do mnie jeszcze napić się kawy.Ale chyba zrobimy to innym razem.Widać,że Castillo ma inne plany i muszę je zaakceptować.
- Tak szybko ? - Pytam smutno.
- Przyjaciółka mnie potrzebuję.Dawno się z nią nie widziałam.- Mówi i posyła mi przepraszające spojrzenie.Nie no,sprawiłam jeszcze to,że Viola poczuwa się winna do mojego stanu.
- Rozumiem cię.- Mówię cichutko a wzrok kieruję na swoje paznokcie.
- Leon nie będę już potrzebna w pracy ? - Zwraca się Castillo do mojego przyjaciela.No tak to też jest jej szef.
- A skończyłaś design nowego produktu ? - Pyta i przypatrywał się jej twarzy.
- Tak.Diego miał go dokończyć gdy wychodziłam.- Oznajmia radosna,szatyn wypucza powietrze z klatki.Musi być bardzo zadowolony z jej szybkiej pracy.Może wkrótce będzie chciał aby awansowała.Kto wie ?
- No to na dziś masz wolne.-  W tej chwili zobaczyłam białe zęby Verdasa,które szczerzyły się do Vilu.Czy coś jest tu na rzeczy ? O czym ja myślę.Przecież muszę sobie to szybko wybić z głowy.Leon nie mógłby zakochać się w dziewczynie brata,a co więcej nie pozwoliłby sobie na to.To nie w jego stylu.
- Dzięki.- Pocałowała polik każdego z nas i już po chwili nie było po niej śladu w restauracji.Zostawiła mnie z nimi.Ugh,muszę to wytrzymać.Choć nie jest to łatwe.
- Ja też się zbieram,praca wzywa.- Leon ty też musisz mnie zostawić na pastwę losu z Federico.Co za przyjaciele ? Nie mogą mi pomóc w potrzebie.Czemu ja się dziwię ? Przecież oni nic o tym nie wiedzą.
- To cześć wam.- Posyła nam uśmiechu i również ślad po nim się urywa.
- No to zostaliśmy sami.- Przerywa tą ciszę idiota.Jeny,co miał na myśli mówiąc to ? Na pewno jakiś podtekst,już ja go dobrze znam.
- Nie licz na nic.- Warczę przez zaciśnięte zęby.A jednak umiem pokazać tą stanowczą i wściekłą Lu.
- Może wyjdziemy gdzieś razem ? - On jest jakiś głuchy.Nie słyszał co powiedziałam wcześniej ?Nie chcę z nim nigdzie iść.Czy to jest tak trudne do zrozumienia ?
- Masz na myśli randkę ? - Szybko gryzę się w jeżyk.Co ja najświętszego zrobiłam.Jak mogłam być tak nierozsądna.Uśmiecha się cwaniacko w moją stronę.
- No coś w tym stylu.- Zaciska usta w jedną linię.
- Zapomnij.- Mówię rozwścieczona i szybkim ruchem wychodzę z restauracji.Nie odzywa się do mnie kilka dni,a tak bez większego zastanowienia proponuje mi randkę.Może i było to moim marzeniem,lecz nie mogłam się tak szybko uwieść na jego romantyczne gesty.Wiem jakim casanową jest,więc lepiej,żeby się do mnie nie zbliżał.Przyjaźń to coś co mogę jak na razie mu zaoferować.
Violetta
- Cześć Fran,jak się masz ? - Pytam się przyjaciółki gdy ta otwiera mi drzwi.Kaszlę i kicha.Czyżby była chora ? Może to nie ten moment na odwiedziny ? - Pytam się siebie w myślach.
- A jak mam się czuć ? - Zaśmiała się.
- Wyglądasz nie najlepiej.- Mówię i dotykam jej czoła.Ałła ale parzy. - Masz gorączkę.-Kwituję ją.
- Nie przesadzaj.- Kichnęła.Ja mam nie przesadzać.To na pewno jest przeziębienie i powinna leżeć w łóżku a nie jeszcze nadal tu stać obok mnie.
- Ja się po prostu martwię o ciebie.Nie przesadzam,marsz do łóżka.- Rozkazuję jej i staram się aby mój głos brzmiał naprawdę poważnie.I nawet mi to wychodzi.
- Ale...- Próbuję coś powiedzieć,lecz ja jej szybko przerywam.
- Nie ma żadnego ale,gdzie trzymasz termometr ? 
- W komodzie,w pierwszej szufladzie.- Oznajmia i szybko wchodzi pod pościel.Mądra dziewczynka Wreście posłuchała moich zaleceń.
- Zmierz sobie temperaturę.- Podaję jej wymieniony przedmiot.Ona szybko wkłada go pod pachę.
- Okey.Chciałaś się spotkać,bo ? - Pyta.Wiedziałam,że w końcu dojdzie do tego tematu.
- Chciałam z tobą porozmawiać.Nie denerwuję cię już ta cała sytuacja ? 
- Mówisz o tobie i Diego ? - Dopytuję.Ja tylko kiwam głową.
- Nie.To jest bez znaczenia.- Uśmiechnęła się do mnie szeroko.
- Jak to bez znaczenia ? - Pytam ciekawa.Nie wiem co chciała mi przez to powiedzieć.
- Gdybyś nie była dziewczyną Diego i tak bym musiała się ukrywać.A wiem,że nie czujecie nic do siebie.To prawda ? 
-Tak,to tylko czysta przyjaźń.Tak jak ty i ja.- Mówię i posyłam jej uśmiech,który odwzajemnia.
- Uspokoiłaś mnie.- Ściska moją dłoń.Uśmiecham się widząc co robi.
- Pokaż termometr.- Nakazuję.
- Ale Violetta.To nic takiego.-  Powiedziała słodkim głosem i zatrzepotała  swoimi rzęsami.Cauviglia nie złapiesz mnie na swoje słodkie czyny.O nie,ja jestem na nie odporna.
- Mówisz o własnym zdrowiu,że to nic takiego ? - Pytam lekko zaskoczona jej postawą.Zawsze uważała,że zdrowie jest najważniejsze.
- Masz jednak gorączkę.38 stopni.- Odzywam się po chwili,gdy udaję mi się wyczytać liczby.
- I co teraz ? - Pyta cichutko.Nawet nie próbuj mnie wsiąść na skruchę.
- Zostanę z tobą przez chwilę.A potem zadzwonię po Diego.- Usiadłam obok niej i przytuliłam ją.
- Tylko nie po niego.- Znowu zaprzeczasz.Pewnie czegoś mu nie powiedziała.A teraz się boi konsekwencji,a trzeba liczyć się z tym,że trzeba za wszystko ponieść ból.
- Dlaczego ? To twój chłopak i powinien o tym wiedzieć.- Mówię wyraźnie,podkreślając
słowo chłopak.
- Ale będzie zły na mnie.- Mówi zmartwiona.Przeskrobała coś.Teraz jestem tego pewna.
- Nic nie rozumiem.
- Wczoraj czułam już się słabo,kazał mi leżeć w łóżku a ja go nie posłuchałam.- Tłumacz mi.Czyli o to chodzi.Fran ty uparciuchu,nigdy nie słuchasz nikogo.Robi to co uważa za słuszne.
- Muszę zadzwonić. - Mówię stanowczo.Nie chcę mieć sekretów przed brunetem.Wolę być z nim szczera.Tak jak wobec Francesci.Nie chcę ich oszukiwać.
- Tylko najpierw mnie przytul.- Powiedziała do mnie Fran.A ja uczyniłam to z miłą chęcią.Dobrze jest mieć przy sobie kogoś.Kogo można nazwać przyjaciółką.
Leon
- Pyszny ten kurczak.- Kompletują moją dziewczynę,naprawdę się postarała.Smakuję jak ósmy cud w buzi.Idealne danie,na ten wieczór.A wino jeszcze wytrawniejsze.Czerwone moje ulubione.
- Dziękuję,starałam się go jakoś zrobić.- Mówi z delikatną chrypką i upija łyka wina.Oblizuję swoje usta i czeka aż coś powiem.
- A przypadkiem go nie zamówiłaś ? - Dociekam.Jestem pewien,że mnie w tej sprawie oszukała.Chciałem po prostu zagrać.I mi się to udało.Przełknęła ślinę.Robi tak zawsze gdy dowiem się o jej kłamstwie.Znowu kolejny raz zawiodłem się na niej.A może to już jest nasza rutyna.Nie boli mnie to bardzo,lecz jest mi smutno.
- Dlaczego tak uważasz ? - Och Camila,mogłabyś w końcu się nie zgrywać.Chcesz jeszcze to ciągnąć.
- Bo na korytarzu były kartonu z napisem dostawa dobrego jedzenia w kilka minut.- Mówię lekko zły.
- Przepraszam cię,ale mój posiłek przypaliłam.Nie gniewasz się ? - Pytam z skruchą w głosie.W jednej chwili robi mi się jej żal.Starała się a ja tego wcześniej nie doceniłem.Palant ze mnie.
- Nie liczą się starania.- Dotykam jej dłoni i kurczowo zaciskam.Chcę aby wiedziała,że jestem przy niej.Nie zamierzam obrażać się o taką głupotę.To nie w moim stylu.
- Kochany jesteś.- Komentuję i zatapia swoje usta w cieczy.- Wiesz,że kocham cię bardzo i zrobię wszystko abyśmy byli szczęśliwi..- Kontuję i siada na mnie okrakiem.
- Co masz na myśli ? - Pytam zdezorientowany.
- Ty dobrze wiesz.- Jej ręce powędrowały na moją szyję.Pocałowała mnie bardzo namiętnie,że zapragnąłem więcej.Zaczęliśmy nasze pocałunki z wielką rozkoszą oddawać.Po chwili zsunąłem jej ramiączko od sukienki i zacząłem całować jej szyję.Było mi tak błogo.Rozpięła mi koszulę i swoimi dłońmi gładziła mój tors.Nagle wstała ze mnie złapała mnie za dłoń i poprowadziła do kanapy.Rzuciła mnie z całą swoją siłą na nią.W końcu wylądowała na mnie i z dzikością całowała moje usta.Kiedy miała się dobierać do moich spodni zadzwonił mój iPhone.O boże.Nienawidzę telefonów.Patrzę na ekran i widzę,że dzwoni mój brat.Szybko naciskam zieloną słuchawkę.Brat jest o wiele ważniejszy niż laska.
- Leon,jeśli ci przeszkadzam,to bardzo cię przepraszam.- Mówi panicznym głosem.Czyżby się coś stało.Na pewno,nie dzwoniłby nie potrzebnie.
- Co się stało ? - Pytam lekko zdenerwowanym głosem.
- Proszę cię,przyjedź do firmy.
- Okey.Będę za chwilę.
< Koniec rozmowy Leona z Diego.>
- Muszę już lecieć.- Mówię szybko i zapinam guziki od swojej błękitnej koszuli.
- I widzisz ? - Pyta cała zła.Wiem,że przerwałem prawie nasz stosunek.No ale muszę jechać.
- Niby co ? - Udaję,że nie wiem o co jej chodzi.
- Ktoś dzwoni do ciebie jak na zawołanie a ty musisz od razu jechać.- Mówi z wyrzutem.
- Nie umiesz mnie zrozumieć ? - Jestem na nią wściekły.Dobrze wie,że jestem odpowiedzialny za firmę.Gdyby coś się w niej działo,to muszę tam być.
- To ty mnie nie rozumiesz.Powiedz kiedy ostatnio się kochaliśmy ? - czy ona musi łapać mnie za drobnostki.Nie odpowiadam jej bo dokładnie nie wiem.- No właśnie.Ja też nie pamiętam.- Kontynuuję.
- Mówisz tak jakby tylko sex się liczył.- Warczę zły w jej stronę.
- Przestań.Już lepiej idź.Bo za bardzo mnie ranisz.
- Nie jesteś lepsza.- Mówię wkurzony,wychodzę z jej domu głośno trzaskając drzwiami.Jeśli dla niej sex ma aż takie znaczenie to może powinniśmy pomyśleć nad rozstaniem.Mam dość już po raz kolejnych jej zmiennych humorków.Ma dwa oblicza.Nie podoba mi się,czuję jakby się zmieniła.


*_*

Witajcie w ten wieczorny piątek ♥!
No i jak podoba wam się rozdział ? Według mnie ujdzie.Ale końcową opinię zostawiam wam kochani.
Chcę bardzo wszystkim podziękować za miłe komentarze jesteście kochani.Proszę jeszcze o to aby wracać pod zajętym miejscem,chociaż jednym  słowem. Pod ostatnim rozdziałem pokazaliście mnie bardzo,ze jesteście ze mną i czytacie moje wypociny.Bardzo wam dziękuję.Błędy poprawię jutro *_*

Zapraszam was do posta związanego z LBA :D Koniecznie zajrzyjcie ^^

* Megan Nicole Beautiful

Rozdział 6 = 22 komentarze ;3
Liczę na was <3