* Jeśli przeczytałeś/aś ten rozdział zostaw po sobie mały ślad w postaci komentarza.
Będę wam bardzo wdzięczna !
Będę cię kochać jakbym nigdy nie usłyszała "do widzenia".
Będę wam bardzo wdzięczna !
Będę cię kochać jakbym nigdy nie usłyszała "do widzenia".
Jakbym nigdy nie słyszała kłamstwa.Jakbym znalazła
miłość po raz pierwszy.
____________________________
Rozdział z dedykacją dla Julson ♥
Federico
Jadę po tą wariatkę,choćby nie wiem co ale zamierzam się z nią spotkać. Mam już dość zwykłych nie porozumień między nami. Może to dziwnie zabrzmi,ale będę się starał odbudować naszą relację.
Chcę ją kochać i dawać jej swoją miłość każdego dnia. Czuć się jej potrzebny a przede wszystkim być przy niej. K o c h a m j ą i jestem tego pewny. Może macie mnie za istnego dupka,lecz nie znacie całej prawdy. Ja nie pocałowałem tej dziewczyny. Jest środek czerwca dobrze,że w samolotach jest klimatyzacja. Inaczej nie wiem jakbym wytrzymał tą podróż. Na szczęście również w Mediolanie mam rodzinę,jeśli Lu nie będzie chciała mnie widzieć to się zatrzymam u wujków na jakiś czas,jednak mam cichą nadzieję,że uda mi się z nią od razu porozmawiać. Adres jej rodziców nie trudno było zdobyć są sławni w całym Mediolanie,może dlatego,że pani Ferro jest najlepszą projektantką ubrań. Kobietą mody.
~
~
- Co ty tu robisz ? - Pyta zszokowana blondynka otwierając drzwi. Nie jest zadowolona z tego,że przyjechałem. Ja tylko jestem tutaj aby walczyć o swoje uczucia. Mówią,że na miłość nigdy nie jest za późno i w to wierzę.
- Przyjechałem po pewną śliczną dziewczynę,a wiem,że tu pomieszkuję.- Mówię uśmiechnięty,aby zniszczyć tą napiętą sytuację,posyłam jej uśmiech,którego nie odwzajemnia. Z resztą czego się spodziewałem ? Może tego,że przymnie mnie z otwartymi ramionami.
- Skąd i od kogo wiesz,że tu jestem ? - Pyta zła i patrzy na mnie tak,że jeśli by mogła chętnie udusiła by mnie tu na miejscu. To mi się w niej podoba. Jej energiczny charakter.
- To jest teraz nie ważne. Ważna jesteś ty i to co chcę ci powiedzieć.- Oznajmiam dość pewnie.
- Nie chcę z Tobą rozmawiać. Idż stąd. Moja rodzina obchodzi ważne święto a ty jesteś tu nie mile widziany.- Krzyczy mi prosto w twarz. Nie powiem z lekka mnie to zabolało.
- Może niedługo będę należeć do tego grona.- Poruszam zabawnie brwiami co ją jeszcze bardziej irytuję. Zołza. Uwielbiam to.
- We śnie możesz zawsze,a w rzeczywistości możesz pomarzyć.- Wytka do mnie język.
- I nie tylko o tym.- Mówię mając na myśli moje sny erotyczne z jej udziałem. Może kiedyś wam o nich opowiem. Musicie mi uwierzyć na słowo,że są tak cudowne,że aż realne.
- Idż,bo zacznę krzyczeć.- Nakazuje i próbuje mnie popchnąć w tył.
- Lu słońce kto przyszedł ? - Słyszę ciepły,kobiecy głos,który dobiega z środku domu. To pewnie tej wariatki mama. Aż mam ochotę poznać moją przyszłą teściową. Pewnie jest tak śliczna jak jej córka.
- Nikt ważny.- Krzyczy wymijająco Lu. Czuję się urażony,jak mogę być nikim ważnym. Po chwili w drzwiach zjawia się również kobieta. Jest wysoką,o długich włosach blondynką. Nie jest prawdziwą włoszką,bo to widać.
- Jak to nikt ? Miło mi cię poznać. Jestem Maria Ferro.- Podaje mi rękę,którą z wielką przyjemnością ściskam. Piękna z niej kobieta,chociaż ma tyle lat to nadal wygląda pięknie.
- Miło mi panią poznać. Federico Pasquarelli,chłopak Ludmiły.
- Chłopak ? - Pytają obie. Są zdziwione. Tylko Lu zaciska pięści.
- Tak. Kochanie nie mów,że nic nie powiedziałaś swojej mamie ? - Zwracam się do dziewczyny i łapię ją w tali. Lecz ona szybko zrzuca moją rękę.
- Mamo nie wierz jemu. On nie jest moim chłopakiem.- Warczy. Posyłając mi zabójcze spojrzenie.
- To jak wytłumaczysz to co tu robi ? - Pyta ciekawa. Oczekując odpowiedzi od swojej córki.
- Ymmmm.- Zastanawia się. Pewnie nie wie co ma powiedzieć. Na jej miejscu sam nie wiedziałbym co mam zrobić.
- No właśnie.- Szepnęła pod nosem pani Ferro.
- Mam coś dla pani.- Mówię i z kieszeni mojej marynarki wyjmuję czerwone pudełko,w którym jest złota bransoletka. - Wszystkiego Najlepszego.- Wręczam jej czerwone pudełeczko. Widzę,że w jej oczach pojawia się błysk,podoba się jej. To dobrze.
- Oj nie musiałeś.- Macha ręką.-Co za przystojniak z ciebie.Zapraszam was do stołu.- Odchodzi do nas założę się,że do gości,którzy są w jadalni.
- Co ty wyprawiasz ? - Pyta gdy jej mama znika za filarem. Spokojnie. Wiem co robię. Niech się tak Lu nie martwi,bo zmarszczki jej wyskoczą.
- Chcę porozmawiać.- Odpowiadam jej. Ta tylko wzdycha cicho.
- Nie mamy o czym.Leć do New Yorku do swojej dziwki.- Mówi to z taką nienawiścią. Teraz mam pewność,że widziała mnie i Paulę. Muszę jej to wyjaśnić.
- Przestań.- Stwierdzam krótko.
- Po tym dniu znikasz z mojego życia.- Grozi mi i kieruję się w stronę chichotów ludzkich,bez wahania podążam za nią. To będzie ciężka rozmowa. Sumuję.
Diego
Kolejna nudawa i bardzo męcząca niedziela w moim życiu. Rodzice jak zwykle zaprosili mnie i Violettę na obiad. Próbowaliśmy się od tego wymigać,ale na próżno. Ubłagali nas i jak to my nie mogliśmy im odmówić. Moja siostra ma jednak dzisiaj fajnie,wczoraj przyjechała do niej chrzestna i zabrała ją na dzień atrakcji. Mała cieszyła się nie bywale,szczęściara z niej. Myślałem nad tym jak zakończyć fikcyjny związek z przyjaciółką,ale na żaden sensowny pomysł nie wpadłem. Może dlatego,że boję się podjąć aż tak zawzięte kroki. Boję się konsekwencji,które na pewno są.
- Ciocia ? - Pytam zszokowany. Co ona tu robi ? Ostatnio nie pamiętam kiedy u nas była. Za pewne było to bardzo dawno temu.
- No witaj kochany.- Podchodzi do mnie jak zwykle uśmiechnięta i muska mój polik. Jest moją najukochańszą ciocią.Po chwili podchodzi do nas moja mama.
- Katarina. Prześlicznie wyglądasz.- Komentuję ciotka i obcałowuję ją po policzkach. Ach ta ciocia ! Zawsze była taka całuśna.
- A ciocia to zawsze taka wesoła.- Powiedział Leon uśmiechając się delikatnie w stronę cioci.
- Leon. Jak ty wyrosłeś.- Zachwyca się. Przywykłem,że jej ulubieńcem był mój brat. Chociaż nigdy nie pozwoliła mi tego odczuć. Jednak ja wiedziałem swoje.
- Jak dawno cioci u nas nie było.- Wydusił z siebie szatyn. Stęskniony. Raczej zdezorientowany.
- Katarina postanowiła urządzić rodzinne spotkanie i pomyślałam,że nie może mnie na nim zabraknąć.- Odzywa się. To wszystko dzięki mamie.
- No tak. Cała mama.- Mówię z przekonaniem. Ciotka tylko posyła mi uśmiech.
- Rodzinne spotkanie ? - Zabiera głosu nie dowierzająca Viola,w to co słyszy. Zaraz zacznie się przesłuchanie na temat kim jest moja dziewczyna.
- Tak. Kim jest ta piękna dziewczyna ? - Pyta. No jakbym przewidział zachowanie starszej siostry mamy.
- To jest Violetta.- Odpowiada dumna mama. Czyżby aż tak była zachwycona moją Violettą.
- Moja przyszła synowa.- Dodaje z wielkim uśmiechem. Już wiem jakie palny mają co do nas rodzice,tylko nie wiem jak zareagują gdy powiem im wszystko o relacjach moich z Vilu. Moje obawy powiększają się z dnia na dzień. A to jest cholernie trudne.
- Miło mi.- Ciotka Laura podaje dłoń Vilu.- Mi również. - Moja dziewczyna ściska dłoń cioci.
- Laura moja wspaniała matka chrzestna.- Mówi z zachwytem ojciec gdy pojawia się koło nas w salonie. Jak zwykle nienagannie ubrany.
- Jorge. Witaj. Zawsze jestem wzruszona gdy cię widzę.- Śmieję się. Tata jak przystało na prawdziwego mężczyznę całuje ją w dłoń.
- To na pewno będzie wspaniała niedziela.- Odpowiada ojciec. Oby taka była.- Mówię sobie w myślach.
- To ja pójdę po deser.- Oznajmia Vilu i po chwili znika w drzwiach prowadzących do kuchni.
- Kto to jest ta Violetta ? - Pyta ciekawa jak zwykle ciotka. Ciekawość to jej cecha. Mówią,że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Możliwe,że tam wyląduję.
- Fantastyczna dziewczyna.- Odpowiada jej Leon i uśmiecha się pod nosem.
- A rodziców jej znacie ? - Oj cioteczko. Dalej drążysz ten temat. Przecież Vilu to normalna dziewczyna. Więc jakie ma obawy co do niej ?
- No jeszcze nie było okazji ich poznać.- Mówi wymijająco mama. Widać,że chciała przyznać rację ciotce. Lecz za bardzo się wstydziła tego,że nie poznała jeszcze państwa Castillo. Wcale się jej nie dziwię.
- To bardzo dziwne.- Komentuję ciotka. I w tym momencie przychodzi Vilu z tacą,na której ma deser.
- Proszę o to budyń.- Podaje wszystkim z wielkim uśmiechem. Lubię ją za to. Jest optymistką i zawsze nią była. W końcu blondynka siada na swoje miejsce.
- Rysuję pani ? - Pyta ciocia Laura widząc szkic,który Castillo narysowała na serwetce.
- Tak troszeczkę.- Mówi nie śmiało. Oj skromność to jej pierwsza cecha.
- Mogę zobaczyć ? - Vilu nic jej nie odpowiada tylko podaję jej serwetkę.- Śliczny rysunek. Bardzo ładnie pani rysuję.Słuchajcie mam ochotę na herbatę.- Mówi w pośpiechu. Porywcza. Jak nigdy.
- To ja przyniosę.- Vilu razem z Leonem mówią równocześnie i oboje wstali do stołu stając obok siebie.
- Czekajcie.- Mówi Ciocia Laura i wyciąga ze swojej torby aparat. Pewnie chcę im zrobić zdjęcie.
- Och jaka ładna para. Obejmij ją przecież ją kochasz.- Dodaje ucieszona ciocia. W tej chwili zachciało mi się bardzo śmiać,a rodzicom zbladła mina pewnie nie było im do śmiechu.
- Ale Violetta jest dziewczyną Diego.- Mówi wściekle ojciec. ta tylko przyjmuję postawę zakłopotania.
- Tak ? O przepraszam,ale tak nie wyglądało.- Odpowiada lekko przestraszona. Co ona w nich widziała ? Pewnie przywidziało się jej coś. Między moim bratem a Vilu nie ma żadnego uczucia i jetem o tym na sto procent przekonany.
- To ja pójdę po herbatę.- Mówi speszony Leon i po chwili znika w drzwiach kuchni.
- Diego,chodź do gabinetu musimy porozmawiać.- Warczy wściekle ojciec. Co znowu zrobiłem nie tak ? Zaraz się tego dowiem. Lecz nie sądzę,że ta rozmowa będzie należała do miłych.
- Sami ? - Pytam dość poważnie.
- Sami. To ważne.- Odpowiada.
Jeny jaki jest on zły. Na pewno ciotka Laura musiała go leciutko wkurzyć,jak to ona. Ojciec wydaję się być trochę poddenerwowany. Przepraszam wszystkich i odchodzę od stołu.
Ludmiła
*_*
Hejka kochani przychodzę do was z rozdziałem wyjątkowo w niedzielę.
Dlatego iż nie miałem zbyt wiele czasu w tym tygodniu aby napisać rozdział.
Myślę,że wybaczycie mi to.
Kolejną sprawą jest wiadomość do anonimów ! Bardzo miło czytało się wasze
komentarze,jednak proszę o nie spamowanie pod rozdziałami. Bo będę musiała
z tym coś zrobić,a tego nie chcę bo wiem,że wiele osób czyta bez konta.
Zaskoczeni tym,że mamy Fedemiłę ? Pewnie niektórzy z was powiedzą,że to za szybko.
Lecz chcę was uprzedzić,że Federico i Lu znają się od dzieciństwa,a na dodatek oboje
ukrywali swoje uczucia do siebie. Czy wreście ta dwójka ma szansę na miłość ?
Poczekamy i zobaczymy :P
Jeśli ktoś myślał,że między Violą a Leonem wszystko będzie kolorowe to się pomylił.
Mały zgrzyt pomiędzy nimi ;/ Kogo w końcu jest ta wina ? Nikt nie wie.
Dziękuję wam za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem.
Do następnego !
- Federico przejdziemy się ? - Pytam się chłopaka.
- Tak. Z wielką przyjemnością.- Uśmiecha się w moją stronę i odchodzi od stołu.
- Dzieci tylko wróćcie na kolację.- Uprzedza nas moja mama. Oj mamo ja wrócę nie wiem czy z nim.
- Wrócimy proszę pani.- Odpowiada za mnie Fede. No chyba ty nie wrócisz.- Mówię sobie w myślach.
- Bez obaw chcę pokazać jemu miasto i to tyle.- Mówię z wielkim przekonaniem by nam uwierzyli.
- Życzymy wam miłego zwiedzania.- Odpowiada nam cała zebrana rodzina na urodzinach mamy.
- Dziękujemy.- Odpowiadamy na równi. Muszę jak najlepiej udawać. Chwytam jego dłoń i splatam z moją. Widzę po minie Federico,że jest zaskoczony moim gestem. I tak miało być. Mama i reszta mojej rodziny patrzy w nas jak w obrazek,przy obiedzie powiedzieli nam,że bardzo do siebie pasujemy. Może mają rację.
~
- Wiesz po co tu przyjechałem ? - Pyta Fede, za pewne chcę przerwać tą nieznośną ciszę pomiędzy nami. Spacerujemy już od pół godziny a nawet nie zamieniłam z nim jednego słowa.
- Nie. Zastanawia mnie to cały czas odkąd tu jesteś.- Odpowiadam mu. On tylko wzdycha. Chcę coś mi powiedzieć,ale nie wie jak. Za dobrze go znam.
- Nie jesteś zła,że wtedy powiedziałem,że jestem twoim chłopakiem ? - Patrzy się na mnie i zaciska usta w jedną linię czekając na moją odpowiedź.
- Przeszło mi i nie potrafię się na ciebie gniewać. To powiesz mi po co tu jesteś ?
- Chcę wyjaśnić ci to wydarzenie,które widziałaś przed moim domem.- Oznajmia beznamiętnie. Czyżby zależało mu na mnie ? Nie wiem co mam o tym myśleć. Przyjechał tu tylko po to.
- Nie musisz mi nic wyjaśniać. Rozumiem,że kochasz tamtą dziewczynę.- Mówię szeptem nie patrząc na niego. Jest mi troszkę przykro,ale muszę się pogodzić z faktem,że mnie nie kocha.
- To nie tak....- Zaczyna mówić lecz ja mu szybko przerywam.
- A jak ?
- To nie ja ją pocałowałem. To ona zaczęła mnie przepraszać,robić dziwne minki i na koniec powiedziała,że widzi dla nas cień szansy no i wtedy pocałowała mnie. Wierzysz mi ? - Mówi na jednym wydechu i marszczy w śmieszny sposób brwi. Mam ochotę śmiać,jednak tego nie robię.
- No nie wiem.- Mruknęłam pod nosem.
- To ciebie właśnie kocham.- Oznajmia szczęśliwy,patrzę na niego nie dowierzając w to co właśnie przed chwilą powiedział. On mnie kocha ? Czyżby marzenia się spełniały ?
- Co powiedziałeś ? - Pytam nie dowierzając. Taki przystojniak jak on mnie kocha ? To nie możliwe.
- Kocham cię Ludmiło. Jesteś dla mnie wszystkim. Uwielbiam twój uśmiech,chichot,twoje oczy są tak bardzo śliczne a twoje czerwone usta zachęcają do całowania cię przez wieczność.- Wyznaje.
- Jak to mnie kochasz ? Przecież przez pewien czas naszej przyjaźni zbywałeś mnie ?
- Zachowałem się wtedy nie rozsądnie. Myślałem,że takim sposobem odsunę się od ciebie i zapomnę o tym,że moje serce cię kocha. Nie chciałem aby nasza przyjaźń została zniszczona.- Mówi kojącym głosem. Nigdy nie pomyślałabym,że jest we mnie zakochany. Zawsze odbierałam sprzeczne sygnały a tu taka wielka niespodzianka.
- To bardzo piękne co powiedziałeś. Ja też ciebie kocham.- Oznajmiam mu szeptem jakbym bała się tego co właśnie teraz mówię.
- Miło mi to słyszeć moja wariatko.- Mówi i wbija się dość brutalnie w moje usta,miażdżąc mi język. Pieścił bardzo delikatnie moje podniebienie. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.- Już nie płacz.- Kciukiem próbuje zetrzeć moją łzę,która spływała samotnie po moim policzku.
- To łzy szczęścia mojego szczęścia.- Mówię nadal pociągając nosem. Ten tylko obdarza mnie chichotem.
- Zostaniesz moją dziewczyną ? - Pyta z wielkim uśmiechem i klęka na prawe kolano,trzymając moją dłoń w swoich rękach.
- Oczywiście.- Mówię z wielką przyjemnością. To najlepszy dzień w moim życiu. Jestem dziewczyną Federico Pasquarelli największego przystojniaka zaraz po Leonie. Brunet podchodzi do mnie,a ja wtulam się w jego tors. Jest mi tak przyjemnie a to dopiero początek naszej miłości.
Violetta- Bez obaw chcę pokazać jemu miasto i to tyle.- Mówię z wielkim przekonaniem by nam uwierzyli.
- Życzymy wam miłego zwiedzania.- Odpowiada nam cała zebrana rodzina na urodzinach mamy.
- Dziękujemy.- Odpowiadamy na równi. Muszę jak najlepiej udawać. Chwytam jego dłoń i splatam z moją. Widzę po minie Federico,że jest zaskoczony moim gestem. I tak miało być. Mama i reszta mojej rodziny patrzy w nas jak w obrazek,przy obiedzie powiedzieli nam,że bardzo do siebie pasujemy. Może mają rację.
~
- Wiesz po co tu przyjechałem ? - Pyta Fede, za pewne chcę przerwać tą nieznośną ciszę pomiędzy nami. Spacerujemy już od pół godziny a nawet nie zamieniłam z nim jednego słowa.
- Nie. Zastanawia mnie to cały czas odkąd tu jesteś.- Odpowiadam mu. On tylko wzdycha. Chcę coś mi powiedzieć,ale nie wie jak. Za dobrze go znam.
- Nie jesteś zła,że wtedy powiedziałem,że jestem twoim chłopakiem ? - Patrzy się na mnie i zaciska usta w jedną linię czekając na moją odpowiedź.
- Przeszło mi i nie potrafię się na ciebie gniewać. To powiesz mi po co tu jesteś ?
- Chcę wyjaśnić ci to wydarzenie,które widziałaś przed moim domem.- Oznajmia beznamiętnie. Czyżby zależało mu na mnie ? Nie wiem co mam o tym myśleć. Przyjechał tu tylko po to.
- Nie musisz mi nic wyjaśniać. Rozumiem,że kochasz tamtą dziewczynę.- Mówię szeptem nie patrząc na niego. Jest mi troszkę przykro,ale muszę się pogodzić z faktem,że mnie nie kocha.
- To nie tak....- Zaczyna mówić lecz ja mu szybko przerywam.
- A jak ?
- To nie ja ją pocałowałem. To ona zaczęła mnie przepraszać,robić dziwne minki i na koniec powiedziała,że widzi dla nas cień szansy no i wtedy pocałowała mnie. Wierzysz mi ? - Mówi na jednym wydechu i marszczy w śmieszny sposób brwi. Mam ochotę śmiać,jednak tego nie robię.
- No nie wiem.- Mruknęłam pod nosem.
- To ciebie właśnie kocham.- Oznajmia szczęśliwy,patrzę na niego nie dowierzając w to co właśnie przed chwilą powiedział. On mnie kocha ? Czyżby marzenia się spełniały ?
- Co powiedziałeś ? - Pytam nie dowierzając. Taki przystojniak jak on mnie kocha ? To nie możliwe.
- Kocham cię Ludmiło. Jesteś dla mnie wszystkim. Uwielbiam twój uśmiech,chichot,twoje oczy są tak bardzo śliczne a twoje czerwone usta zachęcają do całowania cię przez wieczność.- Wyznaje.
- Jak to mnie kochasz ? Przecież przez pewien czas naszej przyjaźni zbywałeś mnie ?
- Zachowałem się wtedy nie rozsądnie. Myślałem,że takim sposobem odsunę się od ciebie i zapomnę o tym,że moje serce cię kocha. Nie chciałem aby nasza przyjaźń została zniszczona.- Mówi kojącym głosem. Nigdy nie pomyślałabym,że jest we mnie zakochany. Zawsze odbierałam sprzeczne sygnały a tu taka wielka niespodzianka.
- To bardzo piękne co powiedziałeś. Ja też ciebie kocham.- Oznajmiam mu szeptem jakbym bała się tego co właśnie teraz mówię.
- Miło mi to słyszeć moja wariatko.- Mówi i wbija się dość brutalnie w moje usta,miażdżąc mi język. Pieścił bardzo delikatnie moje podniebienie. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.- Już nie płacz.- Kciukiem próbuje zetrzeć moją łzę,która spływała samotnie po moim policzku.
- To łzy szczęścia mojego szczęścia.- Mówię nadal pociągając nosem. Ten tylko obdarza mnie chichotem.
- Zostaniesz moją dziewczyną ? - Pyta z wielkim uśmiechem i klęka na prawe kolano,trzymając moją dłoń w swoich rękach.
- Oczywiście.- Mówię z wielką przyjemnością. To najlepszy dzień w moim życiu. Jestem dziewczyną Federico Pasquarelli największego przystojniaka zaraz po Leonie. Brunet podchodzi do mnie,a ja wtulam się w jego tors. Jest mi tak przyjemnie a to dopiero początek naszej miłości.
- Diego dlaczego jesteś taki poddenerwowany ? - Pytam chłopaka gdy wychodzi cały zdenerwowany z gabinetu ojca. Ta rozmowa musiała nie należeć do przyjemnych. Jestem ciekawa o co im poszło.
- Wszystko wyjaśnię ci w domu. Idziemy.- Mówi krótko. Zakłada swoje buty i łapie mnie za rękę.
- Gdzie się wybieracie ? Zachowuj się jak przystało.- Mówi pan Verdas gdy pojawia się obok nas.
- Ja nie wchodzę do waszego życia z butami.- Krzyczy. Mężczyzna tylko kiwa głową z dezaprobatą na reakcję jego młodszego syna.
- Diego co tak krzyczysz chcesz aby ciocia wszystko słyszała.- Nagle pojawia się Leon. Również zażenowany zachowaniem Diego. Nie wiem co w niego wstąpiło ? Lecz wiem,że ta wina leży po obu stronach.
- Nie jedynie co teraz chcę,abyście dali mi święty spokój.- Mruknął. Ciężki charakter ma mój przyjaciel. Ale nie chcę się wtrącać do ich rozmowy,to by bardziej pogorszyło sprawę.
- Nie mam już na ciebie sił.- Odzywa się ojciec i odchodzi od nas.
- Co w ciebie wstąpiło ? - Pyta zaskoczony szatyn.
- Myślałem,że jesteśmy braćmi.- Szepcze w stronę Leona,który jest oszołomiony jego słowami.
- Bo nadal tak jest.- Odpowiada z wielką pewnością. O co tutaj chodzi ? Nic z tego nie rozumiem.
- Chyba już nie. Mieliśmy być w jednej załodze a ty stawiasz ojca przeciwko mnie. Nie myślałem,że możesz się do tego posunąć.- Wypowiada te słowa Diego z wielkim rozczarowaniem. Co takiego zrobił Leon ? Nadal nie wiem,ale czuję,że niedługo się tego dowiem.
- A jak miałem zareagować widząc cię z inną kobietą niż Violetta. Miałem patrzeć jak jesteś wobec niej nie szczery. Zachowujesz się również podle.- Odkrzykuje mu Leon. A więc o to poszło. Szatyn widział swojego brata z Francescą. Dobrze,że jej nie rozpoznał,bo byłby większy problem. Tylko dlaczego tak bardzo martwi go co ze mną ? Niech przestanie wciskać nosa w nie swoje sprawy.
- Nie wtrącaj się.- W końcu postanawiam się odezwać. Czyżby właśnie starszy Verdas spojrzał na mnie z rozczarowaniem ? Nie,niech nie odwraca kota ogonem. To jego wina.
- Violetta,ja chcę dla was jak najlepiej.- Odpowiada patrząc mi prosto w oczy. Jednak ja szybko odwracam wzrok. Nie chcę go słuchać.
- A robisz wszystko na odwrót.- Warczę. Razem z Diego wychodzimy od państwa Verdas z gracją.
- Nie chciałem aby tak to wyszło.- Słyszę zrozpaczony głos Leona. Wiem,że chciał nam pomóc ale tylko sprawił nam wielki problem. Zastanawiam się tylko dlaczego powiedział to swojemu ojcu. Był zły ? Wiem,że zachował się również dziecinne. Myślałam,że brat bruneta jest w porządku,a jednak się myliłam jest egoistą. Czuję do niego nie chęć.
- Nie chciałem aby tak to wyszło.- Słyszę zrozpaczony głos Leona. Wiem,że chciał nam pomóc ale tylko sprawił nam wielki problem. Zastanawiam się tylko dlaczego powiedział to swojemu ojcu. Był zły ? Wiem,że zachował się również dziecinne. Myślałam,że brat bruneta jest w porządku,a jednak się myliłam jest egoistą. Czuję do niego nie chęć.
*_*
Hejka kochani przychodzę do was z rozdziałem wyjątkowo w niedzielę.
Dlatego iż nie miałem zbyt wiele czasu w tym tygodniu aby napisać rozdział.
Myślę,że wybaczycie mi to.
Kolejną sprawą jest wiadomość do anonimów ! Bardzo miło czytało się wasze
komentarze,jednak proszę o nie spamowanie pod rozdziałami. Bo będę musiała
z tym coś zrobić,a tego nie chcę bo wiem,że wiele osób czyta bez konta.
Zaskoczeni tym,że mamy Fedemiłę ? Pewnie niektórzy z was powiedzą,że to za szybko.
Lecz chcę was uprzedzić,że Federico i Lu znają się od dzieciństwa,a na dodatek oboje
ukrywali swoje uczucia do siebie. Czy wreście ta dwójka ma szansę na miłość ?
Poczekamy i zobaczymy :P
Jeśli ktoś myślał,że między Violą a Leonem wszystko będzie kolorowe to się pomylił.
Mały zgrzyt pomiędzy nimi ;/ Kogo w końcu jest ta wina ? Nikt nie wie.
Dziękuję wam za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem.
Do następnego !



